Kategorie
Blog

Błagam Was! Porzućcie te diety!

Wywiad ukazał się w numerze 792 Dwutygodnika TEMAT Szczecinecki.

Mamy koniec stycznia, wiosna za pasem. To dobry czas dla wielu osób, aby zacząć gubić zbędne kilogramy na lato. Dziś pytamy specjalistkę ds. żywienia, Ewelinę Wieczorek o to, czy należy robić to poprzez diety, a jeśli nie, to w jaki sposób?

Redaktor – To jak z tym odchudzaniem w końcu jest – najlepiej zadziała dieta odchudzająca, czy coś innego?

Ewelina Wieczorek – Błagam Was! Porzućcie te diety! A mówiąc bardziej poważnie, coraz więcej ludzi odwiedza moją poradnię w celu otrzymania diety odchudzającej. Tyle, że takiej typowej diety odchudzającej, odkąd pracuję jako doradca żywieniowy, nikt jeszcze ode mnie nie dostał…

Red. Jak to? To gabinet dietetyczny nie jest właśnie po to, aby dostać dietę?

E.W. W pewnym sensie tak, ale słowo „dieta” w zasadzie powinno być zarezerwowane dla aspektu stricte chorobowego. Czyli mówimy o diecie leczniczej – niskobiałkowej, bogatoresztkowej, lekkostrawnej i tak dalej. I to wówczas ma sens, bo jest mowa o człowieku chorym, który z jakiegoś powodu musi być na diecie. I takie jadłospisy opracowuję. Natomiast w przypadku osoby z nadwagą, powinniśmy skupić się na zmianie stylu życia, który spowodował te nadprogramowe kilogramy. Nadwaga to nie jest choroba sama w sobie. To jest objaw m.in. błędów żywieniowych. Jednak nie tylko tych.

Red. A czy nadwaga nie sprzyja powstawaniu chorób?

E.W. Oczywiście, że sprzyja, ale nie musi niczego powodować. Znam osoby z lekką nadwagą, w pełni zdrowych, z dobrym samopoczuciem. To czy będziemy zdrowi, zależy od predyspozycji organizmu, od genów, od stylu życia (aktywność fizyczna, odżywianie, sen, reakcja na stres), czynników środowiskowych, a nie tylko od tego, ile się waży. Byłoby to uproszczeniem.

Nadwaga jednak jest dla wielu osób nie do przyjęcia pod względem estetycznym. I tu jest ten cały szkopuł i spory problem. Kobiety i mężczyźni chcą dobrze wyglądać w modnych ubraniach. Nie chcą wiecznie chodzić z wciągniętym brzuchem i zakładać luźnych swetrów. Latem jest trudniej ukryć ewentualne fałdki niż zimą. Dlatego przed wiosną zaczyna się zwykle boom na odchudzanie.

Red. Zaraz, zaraz… Nazwałaś problemem fakt, że ludzie chcą dobrze wyglądać? Dlaczego to miałby być problem?

E.W. To normalne, że chcemy dobrze wyglądać. Jednak kłopot w tym, że wielu ludzi dla tego wyglądu jest w stanie zrobić niemal wszystko. I temu się sprzeciwiam. Napatrzyłam się już na efekty takiego podejścia. I były opłakane w skutkach.

Red. „Zrobić wszystko”, czyli co na przykład?

E.W. Na przykład stosują diety bez opamiętania i nie przewidują, co będzie za miesiąc, dwa, czy za rok. Stale są na dietach, często bardzo restrykcyjnych. I wtedy właśnie – cofnijmy się do tego, o co pytałeś wyżej – jest duże ryzyko choroby. Poprzez niewłaściwe eksperymentowanie ze swoim organizmem, wyniszczające praktyki można popaść w stan chorobowy. Oprócz ryzyka schorzeń, jest jeszcze coś takiego, jak przyzwyczajanie się organizmu do ciągłego bycia na diecie. Organizm zwalnia przemianę materii, aby oszczędzać energię.

Wielu moich klientów miało ten problem. Mówili, że poprzez ciągłe diety mają chyba słaby metabolizm… I całe szczęście, że na to wpadli! Żeby później ten metabolizm wyrównać, wyprowadzić na dobry poziom, potrzeba sporo czasu. A właśnie w tym czasie następuje efekt jojo.

Ja się więc pytam, po co to komu potrzebne? Po co się w ten sposób wygłupiać? I żeby chodziło tu o zabawę, ale to śmieszne nie jest ani trochę, bo przez to pojawiają się poważne problemy ze schudnięciem. Każda następna próba odchudzania jest mniej skuteczna, wymaga więcej wysiłku i czasu. Do tego spada poziom motywacji i wiary w sukces.

Red. Nikt chyba nie lubi być na diecie…

E.W. Słuszna uwaga. Prawda jest, że nikt nie chce być na diecie! Ludzie trafiając do mojej poradni, bardzo często opowiadają o swoich doświadczeniach z dietami. I każdy z nich wspomina ten okres mało przyjemnie. Dlaczego?

Po pierwsze – ciągłe uczucie głodu. Po drugie – wyrzeczenia i odmawianie sobie wielu produktów czy potraw na długi czas. Trzy – nierzadko ciągłe stanie w kuchni i gotowanie wyszukanych potraw. Cztery – stres, nerwy, poczucie winy, obniżony nastrój i frustracja, gdy zjadło się coś, czego dieta nie dopuszcza. Jak dla mnie – jedna wielka katastrofa, bo jak długo można tak żyć?

Red. To jeśli nie dieta, to co?

E.W. Jak mantrę od wielu lat powtarzam – w poradni, na wykładach, w wywiadach, na spotkaniach i w życiu codziennym – że nikt trwale nie schudnie będąc na diecie odchudzającej, która trwa od… do… O ile można owszem stracić trochę masy ciała będąc na chwilowej restrykcyjnej diecie, o tyle kilogramy te na pewno powrócą za jakiś czas – krótszy bądź dłuższy. I choćbyśmy nie wiem jak temu zaprzeczali, spotkamy się z wielkim rozczarowaniem.

Pracując aktywnie w zawodzie już 13 lat, nie spotkałam ani jednej osoby, która utrzymałaby uzyskany poprzez dietę-cud efekt na dłużej niż pół roku. I te pół roku to naprawdę i tak wielki sukces, bo na ogół kilogramy wracają po kilku tygodniach lub miesiącach.

Red. Czyli pomoże tylko trwała zmiana nawyków żywieniowych?

E.W. Z pewnością. Do tego praca mentalna nad sobą – nad swoimi zachowaniami, przekonaniami, poziomem motywacji oraz wiara w mądrość swojego organizmu (nauczenie się słuchania sygnałów płynących z ciała). Pomijam oczywiście obciążenia genetyczne, choroby bądź stosowane leki.

Ci, którzy zgadzają się ze mną i dają sobie przetłumaczyć, że jedynie trwała zmiana swoich przyzwyczajeń i praca nad sobą dadzą długofalowe efekty – już za samo to wygrali.

Dlatego pierwszą rzeczą, jaką zawsze robię, gdy trafia do mnie klient, próbuję zmienić jego myślenie, a nie daję mu kawałka papieru z dietą do ręki. To dla mnie niedopuszczalne, bo to kompletnie nie rozwiąże problemu klienta.

Z wykształcenia jestem przede wszystkim pedagogiem, więc nauczam. Często jest to trudne, zwłaszcza gdy spotykam się z osobą oporną lub strachliwą. Są bowiem ludzie, którzy tak bardzo boją się każdego dodatkowego kilograma, że moja wizja jadłospisu bez wielkich wyrzeczeń, napawa ich ogromnych niepokojem. Pytają, ile więc schudną i w jakim tempie.

Red. A odchudzanie to przecież nie wyścig….

E.W. Otóż to. Tutaj nie ma nic na szybko. Tu potrzeba zmiany swojego myślenia, przeorganizowania życia. Również zaufania do tego, co proponuję i mówię. I to się wówczas opłaca. Klienci są zadowoleni, więc i ja jestem. Tak się składa, że mam już trochę doświadczenia i poczyniłam całkiem sporo obserwacji w tematyce odchudzania i odżywiania się ludzi. I potrafię stworzyć pewnego rodzaju wizerunek człowieka, który się odchudza. Znam jego oczekiwania, jego obawy, rozterki. Nie byłabym w stanie dać mu diety z ograniczeniami, wydzielić, czego mu nie wolno i powiedzieć, że schudnie. Tak robi niestety jeszcze ciągle większość dietetyków.

Red. Skąd wiesz?

E.W. Klienci mi opowiadają (śmiech). Przychodzą i oprócz odpowiadania na moje pytania, zaczynają mówić również o tym, gdzie byli, jak chudli (a częściej, jak nie chudli albo jak szybko ponownie utyli). Czasami padają nazwiska „ekspertów od diet” bądź ćwiczeń, mimo, że nigdy o to nie proszę, wręcz kompletnie mi na tym nie zależy, a nawet wolę nie wiedzieć. Ja wiem, jak ja pracuję i jakie metody stosuję i tylko to jest dla mnie ważne.

Red. A czy zdarzają się osoby, które nie wierzą w to, co mówisz i proponujesz? Albo tacy, którzy nie rozumieją tego, że mogą schudnąć bez diety i rezygnują z Twojej pomocy?

E.W. Na szczęście jest ich niewielu. Ponad 90% klientów zostaje, słucha i próbuje wcielić moje zasady w życie. Cieszę się, że tak jest, bo na efekty nie trzeba szczególnie długo czekać. To jest kwestia miesiąca/ dwóch i już na pierwszą wizytę kontrolną przychodzą z uśmiechem na twarzach, zmotywowani, zaskoczeni faktem, że bez diety cud chudną. Nigdy wcześniej nie wierzyli, że można chudnąć jedząc ziemniaki, makaron, banany, orzechy. Żadna dieta nigdy im na to nie pozwalała! Zawsze byli po prostu oszukiwani.

Nie ważne jak się zacznie. Każdy na początku chudnie, choćby nie wiem co sobie ograniczał. To żadna sztuka i żadne odkrycie, że tnąc kalorie się chudnie. Każdy by na to wpadł.

Ważne jest jednak, jak się zakończy – czyli na jak długo uzyskany efekt uda się zatrzymać. No i czy będzie się jednocześnie człowiekiem zdrowym. W każdym innym przypadku można śmiało powiedzieć, że dieta nie zdała egzaminu i powinna wylądować w koszu na śmieci, czyli tam, gdzie jest jej miejsce.

Red. Dziękuję Ci za ciekawą i pouczającą rozmowę!
E.W. Dziękuję Tobie również. Życzę mądrości i zdrowia dla Czytelników TEMATu.

Autor: Ewelina Wieczorek

Psychodietetyk, pedagog i promotor zdrowia.
Nauczyciel zawodu w Technikum Żywienia i Usług Gastronomicznych w Zespole Szkół nr 6 w Szczecinku.
Od 13 lat prowadzi firmę EpiCentrum Zdrowia.
Autorka licznych artykułów o tematyce prozdrowotnej.
Prywatnie żona i mama trójki dzieci.