Dlaczego pomagam w ten sposób?

Doświadczyłam sporo niepowodzeń w trakcie aktywności dietetycznej.
Moi klienci chudli z początku współpracy, ale po jakimś czasie ich masa ciała
wracała do pierwotnego stanu.


Czy wiesz, że to Ty jesteś swoim najlepszym dietetykiem?


W tym miejscu opowiem Tobie moją historię, na którą złożyły się wieloletnie doświadczenia i obserwacje zdobyte w pracy dietetyka, a potem psychodietetyka.

Zacznę od tego, że moim powołaniem jest uświadamianie ludzi, że cała moc jest w nich oraz, że to ONI są swoimi najlepszymi dietetykami. Staram się również ukazać osobom pracującym w branży dietetycznej liczne korzyści ze stawiania trwałych fundamentów w temacie budowania zdrowia i szczupłej sylwetki u swoich klientów. Pragnę wskazywać kierunek, integrować i dążyć do połączenia sił w temacie niesienia skutecznej pomocy.

Zmiany na lepsze wymagają niekiedy, aby pokazać, jak rozlatuje się w proch to, co zostało zbudowane na piasku. Nie wiem, jak Ty, ale całe rzesze ludzi doświadczyły już, że diety cud, tabletki, suplementy, koktajle i inne kuracje nie dokonały trwałych zmian w ich życiu (poza uszczupleniem portfela i osłabieniem motywacji do kolejnych działań).

Dlatego dzielę się z Tobą ważnymi odkryciami i wnioskami oraz zapraszam Cię do wspólnej podróży w kierunku zmian na lepsze. Jeśli jesteś dietetykiem i wierzysz w to, w co ja wierzę – wspaniale! Możemy połączyć siły i nasze zasoby w tym wspólnym celu. Jeżeli zaś jesteś osobą potrzebującą pomocy i czujesz, że to, w co wierzę i czym się zajmuję jest dla Ciebie wartościowe i napawa Cię optymizmem – świetnie! Zostań tutaj tak długo, jak tylko potrzebujesz i korzystaj.

A więc… Wyobraź sobie taką sytuację…

Jesteś matką rocznego dziecka, które uczy się chodzić. Trzymasz je początkowo za rączkę, bo widzisz, że samo jeszcze nie jest na to gotowe – stawia nieudolnie kroki, przewraca się. Towarzyszysz mu więc na tej drodze. Jednak po pewnym czasie zauważasz, że potrafi już przejść samo kilka kroków, z każdym dniem coraz więcej. Zaczyna całkiem nieźle sobie radzić. Jednak Ty cały czas trzymasz je za rękę, dając mu jednocześnie komunikat, że nie umie i że cały czas powinno się Ciebie trzymać…

Postępując z dzieckiem w taki sposób, jako matka nauczyłabyś je ciągłej zależności od dorosłych. W dalszej perspektywie taki człowiek nie umiałby podejmować samodzielnie decyzji. Do tego, jak można przypuszczać, odebrałabyś mu wiarę w siebie i jego osobistą moc, zaś dałabyś mu w pakiecie niskie poczucie własnej wartości i odcięcie dostępu do wiedzy, którą ma w sobie.

Niestety tak w moim odczuciu postępuje dziś jeszcze spora część specjalistów od zdrowia i żywienia, którzy zapomnieli, że wystarczy uczyć się od natury. Natura wszystko pięknie zaplanowała i żyjąc w oparciu o nią, utrzymujemy swoją równowagę bez leków i restrykcyjnych diet. Tak jak nauka chodzenia jest czymś naturalnym (chodzenie się po prostu zadzieje samo, prędzej czy później), tak i umiejętność odżywiania się oraz samouzdrawiania, mamy wpisane w nasze DNA!

Nikt nie musi Tobie mówić, jak postępować, by czuć się zdrowo. Bo wyobraź sobie, że jesteś na świecie tylko Ty… nikt nie atakuje Cię chwytliwymi hasłami, cudownymi dietami, tabletkami, teoriami naukowymi o tym, co jeść, a czego podobno nie; nikt nie kieruje Twojej uwagi na zewnątrz, dzięki czemu jesteś skoncentrowana na swoim wnętrzu. Słuchasz siebie i swojego organizmu…  Z pewnością byś sobie świetnie poradziła!

No ale… nie żyjesz tutaj sama. I właśnie dlatego być może wpadasz w pułapkę cudzych mądrości i rad, zapominając, że cała prawda do odkrycia znajduje się w Tobie. Nikt nie może dać Tobie prawdy. Może Cię za to zainspirować i ukazać inną perspektywę, dzięki czemu spojrzysz na wszystko inaczej niż dotychczas. Twój organizm znasz bowiem tylko TY. Wystarczy przestać żyć na autopilocie. Obserwować i wyciągać stosowne wnioski.

Doznawałam wielu upadków, zanim zrozumiałam, że to zły kierunek

Jeszcze parę lat temu sama byłam w tym samym rozumieniu i położeniu, co jeszcze wielu działających obecnie dietetyków. Wiem więc doskonale, o czym mówię. Doświadczyłam sporo niepowodzeń w początkach aktywności dietetycznej. Moje techniki i metody pracy nie przynosiły u klientów efektów na dłużej. Owszem, chudli z początku współpracy, ale po jakimś czasie ich masa ciała wracała do pierwotnego stanu. Zastanawiałam się wtedy, po co mi były te studia!? Przecież byłam już taaaaka mądra! Wiedziałam podobno wszystko. Miałam – jak mi się wtedy wydawało – solidną podstawę do tego, by nieść pomoc osobom chorym i otyłym…

W tamtym czasie powstawało również coraz więcej diet. Internet dopiero raczkował, było w nim bardzo mało treści o tematyce zdrowotnej (jak każdej innej zresztą). Kupowałam więc masę książek, czasopism i wszelkich publikacji poruszających te zagadnienia. Chłonęłam je jak gąbka niczego nie kwestionując, bo zdawało mi się, że wiedza w nich zawarta była obiektywną prawdą z podstawami naukowymi i wystarczy jedynie powiedzieć ludziom, by się do niej zastosowali, a osiągną efekty… (o jakże się wtedy myliłam!)

Pamiętam dokładnie, jak było mi przykro, gdy co drugi klient kończył współpracę mówiąc na przykład: to nie dla mnie; jednak zrezygnuję, bo nie mam efektów; to wszystko jest zbyt skomplikowane; ciągle myślę o jedzeniu; o dietach wiem wszystko, ale chyba moja głowa wymaga uleczenia; etc.

To były smutne komunikaty dla mnie i dla mojej profesji, choć jednocześnie uwalniające i dające motywację do poszukiwania nowych rozwiązań. Nie o takiej pracy bowiem marzyłam i nie o takie efekty u klientów mi chodziło.

Przez 6 lat prowadziłam dodatkowo zajęcia fitness, a konkretnie ćwiczenia na rowerach spinningowych. Trenowałam wtedy kolarstwo szosowe i bardzo lubiłam treningi na rowerze. Połączyłam więc jedno z drugim i te 6 lat wspominam, jako kawał dobrej roboty.

Liczne doświadczenia, obserwacje i wnioski otworzyły przede mną zupełnie inne, głębsze spojrzenie i nowe możliwości pomocy. Nie zawahałam się. Poszłam za tym, co poczułam i co podpowiadała mi intuicja, choć przyznam, że nie był to do końca radosny czas, gdyż na tej nowej drodze czułam się bardzo samotna. To było doświadczenie, które uświadomiło mi, że każdy człowiek, by zostać mistrzem w czymkolwiek, musi iść przez jakiś czas samotnie. Ta samotność jest potrzebna do tego, aby skonfrontować się ze SOBĄ, ze swoim sercem i poszukać rozwiązania właśnie w nim – bez ucieczki na zewnątrz.

Zaczęłam działać na własnych zasadach, w oparciu o moje doświadczenia i wyciągnięte wnioski. Wypracowywałam nowe, coraz skuteczniejsze metody pomocy, nierzadko sprzeczne z tym, czego się nauczyłam wcześniej. Jednak dopiero postępowanie w taki sposób zaczęło przynosić optymalne rezultaty.

Czy to oznacza, że branża dietetyczna robi coś celowo, z nieczystymi intencjami?

Sądzę, że nie. Ci ludzie naprawdę w to wierzą – tak jak ja wtedy – bo tak wyedukował nas system. Nauczono nas, że trzeba liczyć kalorie i wartości odżywcze, że należy pogrupować żywność według różnych kryteriów, tworzyć piramidy żywieniowe w zależności od tego, co nauka aktualnie udowodniła oraz że trzeba opierać się na ogólnie przyjętych normach i zasadach… Jest to może i ważne, tyle tylko, że początkujący dietetycy nie wiedzą jeszcze o tym, że to wszystko będzie miało się nijak do efektów w TRWAŁYM schudnięciu i uzdrowieniu. Nie wiedzą, bo nie mają jeszcze doświadczenia. Dowiedzą się o tym po kilku-kilkunastu latach…

Zdaję sobie sprawę z tego, że dużo osób poszło na studia dietetyki, sądząc, że dzięki temu będą mieli zawsze pracę. Dużo osób – tak jak ja 13 lat temu – otwiera gabinety od razu po studiach. I zaczynają stosować u klientów zdobytą wiedzę. Ja też tak wtedy robiłam.

Dziś uważam już, że rzetelna wiedza to nie wszystko. Mało tego, ta cała wiedza bardzo często wręcz przeszkadza nam na drodze do bycia zdrowym!

A przecież WYSTARCZYŁO „TYLKO” zastosować się do diety…

Do jakich wniosków jeszcze doszłam? Widziałam coraz bardziej, że schudnąć trwale nie da się poprzez diety, liczenie kalorii ani stosowanie się do ogólnie przyjętych norm i zasad. Większość osób nie chce bowiem trwać w diecie, zwłaszcza restrykcyjnej, która dużo im narzuca i ogranicza. Można mieć jadłospis ułożony przez najlepiej wyedukowanego w teorii dietetyka, ale nie w tym leży źródło sukcesu. Źródło sukcesu leży m.in. w MAKSYMALNIE SZEROKIM PATRZENIU NA CZŁOWIEKA JAKO CAŁOŚCI, a później przede wszystkim na PRACY MENTALNEJ (można powiedzieć psychologicznej). I to wiem już dziś NA PEWNO. O szerokim spojrzeniu napisałam osobny artykuł TUTAJ.

Skąd ten chaos informacyjny na temat odchudzania?

W moim odczuciu system stwarza sztuczne problemy i daje ludziom rzekomo świetne i celne metody na ich rozwiązanie (wiedzę, narzędzia, ekspertów, urzędników, etc.). Jednak takim sposobem generuje się jedynie coraz więcej problemów, oraz więcej rozwiązań i powstaje coraz większy chaos informacyjny. Każdy bowiem tworzy jakieś poglądy na dany temat, każdy chce uszczypnąć coś dla siebie, zaspokoić jakieś potrzeby, zarobić pieniądze… Powstają nowe rzekomo potrzebne zawody, specjalizacje (w tym dietetyk!). I mówiąc potocznie, biznes się kręci. Tak działa system i tak wygląda współczesny świat (głównie w krajach cywilizowanych, uprzemysłowionych).

Jest jeszcze coś istotnego. Otóż sztucznie wywołany chaos informacyjny powoduje, że zwracamy się na zewnątrz, zamiast szukać zasobów w nas samych. Świat mocno przekierowuje naszą uwagę na piękne opakowania (bez większej wartości w środku), zamiast pozwolić nam zwrócić się do naszej intuicji. Każdy z nas bowiem ma intuicję, czyli wie, jak powinien się odżywiać, jak często się ruszać, jak radzić sobie ze stresem itd. Jak ktokolwiek inny mógłby to wiedzieć, jeżeli każdy jest zajęty swoim życiem i określaniem prawdy z własnego punktu widzenia? O odżywianiu intuicyjnym przeczytasz TUTAJ.

Patrząc dziś na to, ile jest ofert odchudzania w Internecie, zadaję sobie pytanie, jak bym się czuła, gdybym to ja potrzebowała pomocy (miałabym nadwagę albo jakąś chorobę) i chciałabym skorzystać z dobrej i skutecznej dla mnie oferty. Byłoby to niezwykle trudne, bo jak w takim gąszczu reklam oferujących „szybki spadek masy ciała” znaleźć coś, co by mi pomogło przede wszystkim złapać jakieś zdrowe i właściwe spojrzenie na problem otyłości/ choroby? Niestety tego typu oferty nie mają na celu zajmować się problemem klienta w sposób holistyczny, tylko skusić go na ponowne wejście na drogę iluzji. Poza tym jest zasadnicza różnica między odchudzaniem się, a schudnięciem oraz miedzy wyzdrowieniem, a leczeniem. Odchudzać się i leczyć możesz całe życie. Zaś kiedy schudniesz i wyzdrowiejesz to… nie potrzebujesz już specjalistów. I ich praca rozumiana w taki sposób, nie ma wówczas sensu. Ten lęk uważam za jeden z największych w obecnym systemie.

Co będzie, gdy zacznę mówić klientom prawdę –
że to ONI są swoimi najlepszymi dietetykami?

Przyznaję się, że kiedyś odczuwałam przed tym lęk. Jednak dziś mam na to zupełnie inne spojrzenie, bo zrozumiałam, że to zupełnie nie tak. Kiedy naprawdę chcę pomóc człowiekowi, to się cieszę, a nie boję. I z tego poziomu wszystko inne układa się w najlepszy możliwy sposób. Świat potrzebuje specjalistów, którzy będą wskazywali kierunek i wspierali ludzi w ich drodze do zdrowia. I gdy tylko zauważą dobre efekty tej współpracy, będą z radością w sercu „odpępniali” klientów od siebie. Chodzi bowiem o nieuzależnianie ludzi od specjalistów, lecz o jak najszybsze dodanie klientom skrzydeł, by mogli lecieć już samodzielnie.

Jak działam dziś?

Jednym z moich najważniejszych działań jest ODUZALEŻNIANIE ludzi od diet. To jest niekiedy długi proces, bo od diet można się uzależnić tak samo jak od alkoholu, gier komputerowych, słodyczy czy zakupów. Nie da się schudnąć ani poprawić stanu zdrowia skacząc z jednej diety na drugą wierząc, że to rozwiąże problem, który leży duuuużo głębiej, niż na talerzu! Mało tego, głód, apetyt i sytość są procesami, które ewolucja z dobrych powodów ukryła przed wpływem rozsądku (napiszę o tym osobny artykuł).

Rozwiązuję więc problem od podstaw, dokopując się do korzenia – źródła kłopotu w człowieku. Wyrywamy korzeń, zastępujemy go czymś pożytecznym, przez co efekty pojawiają się samoistnie. Czasami wystarczy dotknąć praprzyczyny problemu, zmienić myślenie i przekonania o sobie, a reszta po prostu dostosowuje się do tych zmian.

Dlatego właśnie pracuję w charakterze psychodietetyka, z dużo mocniejszym naciskiem na „psycho”. Nie utożsamiam się dziś z tak rozumianą jak obecnie branżą dietetyczną, która zamiast szukać prawdziwej przyczyny problemu, gładzi człowieka po głowie mamiąc go czczymi obietnicami bez pokrycia. Żeby rozwiązać problem nadwagi czy choroby, trzeba przede wszystkim zobaczyć, co naprawdę w człowieku się dzieje. Wysłuchać go i poznać. To jednak wymaga czasu, lecz za to daje trwałe efekty.

Głęboko pragnę, by opinie moich klientów o współpracy ze mną, zamiast brzmieć: Ewelina Wieczorek jest miła i ma bogatą wiedzę dietetyczną, brzmiały: ta Wieczorkowa spuściła mi niezłe lanie zmieniając całkowicie moją perspektywę patrzenia na wszystko! Ale za to mam trwałe efekty, odzyskałam/ em wolność i czuję się wreszcie wspaniale!

To SKUTECZNOŚĆ W ROZWIĄZANIU PROBLEMU KLIENTA zawsze była, jest i będzie dla mnie priorytetem. Wszystko inne znajduje się na drugim planie.

Mimo to… jesteś osobą, która samodzielnie podejmuje decyzje i ma prawo iść w jakąkolwiek stronę. Możesz korzystać z oferty, jakiej tylko chcesz. Możesz chudnąć i tyć na zmianę, możesz inwestować pieniądze, w co zechcesz. Jeśli jednak pragniesz już od teraz, bez starty czasu i bez uczenia się na własnych błędach dokonać trwałych zmian oraz ODZYSKAĆ SIEBIE – szukaj pomocy u tych, którzy już wiedzą, w czym tkwi problem z nadwagą i chorobą. Wiedzą, bo sami doświadczyli. Wiedzą, bo widzieli i zrozumieli. Wiedzą, bo być może pomagali i nie umieli pomóc konwencjonalnymi, ogólnie przyjętymi sposobami.

Nie muszę to być ja. Jednakże będzie mi bardzo miło, gdy po wspólnej podróży wzniesiemy toast za Twoją trwałą przemianę na polu zdrowotnym.

By jednak tak się stało, najpierw umów się ze mną na spotkanie i skorzystaj z możliwości indywidualnego wsparcia w schudnięciu i zdrowieniu. Szczegóły TUTAJ.

Mądrości i Zdrowia!