Kategorie
Blog

Szczerze podziękuj nałogowi (swojemu „oprawcy”), a trwale zakończysz tę współzależność

Jako, że coraz więcej ludzi ma problemy z uzależnieniami wszelkiego rodzaju, postanowiłam przedstawić poniżej opis faktycznej sytuacji, która miała miejsce w gabinecie terapeutycznym. Była to w zasadzie „przypadkowa” rozmowa, bo cel spotkania z założenia był zupełnie inny. Jak się okazało później, to właśnie ten „przypadkowy” temat stał się w tym dniu głównym…

Warto pochylić się nad problemem, który został tu poruszony, bo zmienia to całkowicie spojrzenie na sposób wydostawania się z nałogu jakiegokolwiek…

Jeśli akurat Ty jesteś człowiekiem wolnym od nałogów, to Ci szczerze gratuluję. W dzisiejszym świecie nie łatwo o taki stan, bo niemal każdy urodzony w latach 70-90 tych (dzisiejszy 30-50 latek), doświadczył przemocy fizycznej i/ lub psychicznej. A to bezwzględnie odbiło na sobie piętno w postaci szeroko pojętych braków, które wynikają z traum, blokad w ciele, z lęku o przetrwanie lub przed odrzuceniem, z poczucia winy, tłumienia emocji i uczuć, syndromu kata lub ofiary czy z niskiego poczucia własnej wartości. To wszystko przenosi się na destrukcyjne zachowania. I koło się zamyka – kolejne pokolenia powielają te same energetyczne wzorce (wszystko zapisuje się bowiem w pamięci DNA).

Nie mniej, Ty będąc wolnym od nałogów, na pewno masz w swoim otoczeniu ludzi uzależnionych. Głęboko liczę na przekazanie im tej wiedzy.

O uzależnieniu od cukru pisałam w jednym z poprzednich wpisów, gdzie wspomniałam o pewnych mechanizmach z tym związanych. Przeczytasz go TUTAJ. Jednak nie o cukier tylko chodzi. Zasada bowiem jest jedna – wpadamy w uzależnienie, bo czegoś nam brakuje. A to, jaki rodzaj nałogu wybierzemy, nie ma większego znaczenia. To jedynie kwestia gustów i upodobań, jak również okoliczności, które sprawią, że zetkniemy się akurat z tą konkretną energią. I można sobie tłumaczyć wszelkie nałogi powszechnie znanym frazesem, że wszystko jest dla ludzi. Owszem, bo wszystko jest tutaj dla nas i jest dobre. Pochodzi od samego Uniwersum, więc dobre być musi 😉 Jednak my tu mówimy o ZNIEWOLENIU przez nałóg, a nie o spróbowaniu czegoś. Wszystkiego możemy spróbować, by to coś zbadać i zyskać dzięki temu wgląd. Bez osobistego doświadczenia nie znamy prawdy. Słuchanie innych to jedynie zbieranie suchych informacji. A informacja to nie to samo, co wiedza. Wiedza jest żywa, informacja nie. A zatem tylko nasze własne doświadczenie daje mądrość/ wiedzę.

Świadomi ludzie wybierają swoje doświadczenia z rozwagą, decydując, z jakimi energiami chcą się zetknąć i dlaczego. Znają sens. Nierzadko ten motyw jest wyższym celem. Nic nie dzieje się u nich przypadkiem. Nic i nikt nie ma nad nimi władzy i gdy tylko zechcą, mogą powiedzieć NIE. Sygnał ostrzegawczy pojawi się, gdy człowiek mówi NIE, a to coś zdaje się stale mówić TAK…

Przyjrzyjmy się temu zagadnieniu z bliska…

Bez względu na to, jak patrzysz na rzeczywistość, uważam, że warto wychodzić poza dotychczasowy schemat myślowy i pozwalać sobie na to, by się czasem nagiąć (gdzie określenie „naginać się” w moim rozumieniu oznacza nic innego jak „poszerzyć się”). Ignorancja (nieświadomość) bowiem, to skutek braku wiedzy. Lecz tak jak nieznajomość prawa stanowionego nie zwalnia nas z odpowiedzialności za jego łamanie, tak też ignorancja (nieświadomość działania praw naturalnych i prawa uniwersalnego) nie zwalnia nas z doświadczania nieprzyjemnych konsekwencji naszych wyborów.

Przejdźmy zatem do sytuacji, którą postaram się jak najwierniej odtworzyć, by uchwycić właściwy kontekst:

Pacjentka: „Papierosy odstawiałam już dziesiątki razy, lecz za żadnym razem nie udało mi się ich rzucić. Kilka tygodni wytrzymywałam bez, a potem wracałam. Więc przestałam podejmować kolejne próby, bo po co. Będę palaczką do końca życia. Pogodziłam się z tym”

Terapeutka: „Czyli pogodziłaś się z własną niewolą. Energia papierosa ma nad Tobą władzę i na to świadomie pozwalasz. Czy dobrze rozumiem?”

P: „Hmm…. no w sumie tak to wygląda, niestety”

T: „To najważniejsze, że masz świadomość bycia niewolnikiem. Świadomość to pierwszy krok do uzdrowień wszelkiego rodzaju. No bo jak można cokolwiek zmienić nie będąc tego czegoś świadomym? Poza tym, użyłaś słowa niestety, a to oznacza, że nie pogodziłaś się z tym (chwila ciszy). Jakie metody stosowałaś w celu zaprzestania palenia?”

P: „Plastry antynikotynowe, nie kupowanie papierosów, zastępowanie palenia gumą do żucia, próbowałam też odciągnąć umysł, odwrócić uwagę od palenia przerzucając myśli na coś innego, np. na czytanie książki albo rzucałam się w wir pracy, by nie myśleć… Raz powiesiłam sobie nawet na ścianie swoje zdjęcie z fajką, do tego upojoną alkoholem, na którym wyglądam okropnie. I rzucałam w nie strzałkami jak w tarczę. I mówiłam sobie, że nie chcę siebie więcej takiej oglądać!!”

T: „Bolało przy każdym trafieniu w tarczę, prawda?”

P: „Bardzo…” (płacz)

T: „Proszę płakać. Mnie tu tak naprawdę nie ma… A płacz ma funkcje oczyszczającą (dłuższa chwila ciszy).
Jak sądzisz, dlaczego czułaś ten ból?”

P: „Jak mam się lubić, skoro wyglądam jak wyglądam, śmierdzę, mam brzydką szarą skórę, boli mnie notorycznie w sercu, nie mam pieniędzy na rzeczy, które od dawna chciałam sobie kupić, bo muszę mieć na fajki. A do tego, tak jak wcześniej zauważyłaś, jestem niewolnikiem!!”

T: ” Co chciałabyś sobie kupić”?

P: „Modne ubrania, fajne buty i piękną biżuterię. Każda kobieta, która czuje się ze sobą dobrze i uważa się za atrakcyjną, zawsze dobrze wygląda. To dla niej oczywiste i nikomu się z tego nie musi tłumaczyć. A ja się właśnie nie czuję ze sobą dobrze, choć bym chciała. Wybieram niestety papierosy zamiast to, co spowoduje, że będą się czuła lepiej”

T: „Rozumiem. Wróćmy na moment do tematu niewolnictwa… Niewola ma to do siebie, że dopada człowieka niepostrzeżenie. Bo w zasadzie to ona nie istnieje. Istnieje tylko wolność, gdyż każdy człowiek rodzi się wolny z zasady, zaś stopniowe oddawanie tej wolności (ludziom, rzeczom), powoduje coraz mocniejsze uczucie skrępowania. Na świecie jest o wiele więcej niewolników, niż ludzi wolnych. I tak naprawdę, wielu niewolników nie ma świadomości własnej niewoli. Do innych coś tam dociera, ale wolą udawać, że są wolni, bo gdyby się sami przed sobą to tego w pełni przyznali, musieliby zrobić gruntowne porządki ze swoim życiem. Musieliby wyjść ze strefy komfortu. A tak, wolą chronić swoje pieniądze, mieć poczucie namiastki władzy, nie mając jej tak naprawdę wcale. A gdy wychodzą na powierzchnię ich niezaspokojone potrzeby (inni ludzie są świetnymi wyzwalaczami tych ukrytych pragnień), przerzucają te braki na innych (tak jest najprościej, bo po co konfrontować się z samym sobą? To inni są zawsze winni) i rozpoczynają często życie w kłamstwie.

Brak części wolności oznacza zablokowanie u siebie części kanału, przez który płynie energia. Bo wolność to jedyna energia, o którą się toczy tutaj bój. O nic więcej w tym życiu nie chodzi. Takie mam spostrzeżenia.

P: ” Jakby się tak nad tym zastanowić, to ma to sens, co mówisz. Ale nigdy nie byłam refleksyjna. Nie lubię za dużo myśleć i się zastanawiać. pewnie to mój błąd, bo może bym nie popadła w nałogi”

T: „Każdy człowiek myśli. Nie da się nie myśleć, chyba, że przez kilka minut medytacji (i to też potrafią jedynie nieliczni). Chodzi o to, jak się myśli i czy się jest spostrzegawczym. Mądrzy ludzie łączą kropki, składają puzzle w całość. Wtedy dochodzą do słynnych momentów typu: Eureka! I wiedzą.

Jednak najważniejsze jest, by wiedzieć, że wszystko nieprzyjemne, co przydarza się nam w życiu, wynika z naszych własnych braków, niezaspokojonych potrzeb, tłumienia wypartych emocji, nieuznania siebie w całości. Mamy chęć pokazywania siebie w innym świetle, bo boimy się odrzucenia, wolimy grać i udawać niż pokazać się w pełnej cudownej okazałości, ponieważ wmówiono nam, że lepiej jest się nie ujawniać, bo wtedy więcej zyskamy. A to nieprawda, bo jest wręcz odwrotnie – jedynie na tym tracimy. Dlaczego? Bo cierpimy. To kłamstwo wychodzi nam bokiem, poprzez wszelkie możliwe kanały. Poprzez choroby, napięcia w ciele i bóle. Negatywne emocje i sztuczność wychodzą na wierzch, np. poprzez akty agresji. Niemal zawsze chodzi o walkę przeciwko samemu sobie – czas przywrócić właściwą nazwę dla tej walki – to się nazywa samogwałt, a nie to, co do tej pory tak nazywaliśmy.
Jak sądzisz, dlaczego to wszystko, co stosowałaś, nie pomogło?”

P: „Nie mam pojęcia. Pewnie mam za słabą wolę” (śmiech)

T: „Skoro podejmowałaś liczne próby, to już sam ten fakt wskazuje, że wola była. Tu nie o nią chodzi.

P: „A o co?”

T: „Hmm… To może tym razem podejdźmy do tego od innej strony…
Czy podziękowałaś roślinie za współpracę?”

P:
„Czy podziękowałam? Komu?”

T: „Wszystko jest energią. Czy tak?”

P: „No… podobno tak”

T: „A więc roślina, z którą się związałaś też jest energią, prawda?”

P: „Jaka roślina?

T: „Tytoń”

P: „Aaa… No…. na to wychodzi”

T: „Więc skoro przez tyle lat czerpałaś korzyści z tej współzależności, a teraz chcąc odciąć te więzy, wypada się pożegnać z poczuciem wdzięczności za wspólną podróż”

P: „Ale przecież to cholerny nałóg, który zniszczył mi pewnie kilkanaście lat życia, zabrał mnóstwo pieniędzy, a ja mam nikotynie z tytoniu dziękować?!”

T: „Rozumiem tę złość. Postaraj się mimo to ostudzić emocje i posłuchaj mnie uważnie. Poczuj, czy to, co teraz powiem jest dla Ciebie logiczne, dobrze?

P: „OK, spróbuję”

T: „Dziękuję. Kilkanaście lat temu zdecydowałaś – świadomie bądź nie – rozpocząć wymianę energii pomiędzy energią tytoniu, a swoim organizmem. Czerpaliście obopólne korzyści. Ty dostawałaś rozluźnienie, oderwanie się od codzienności, jakąś tam formę relaksu, być może zawarłaś nowe znajomości stojąc z papierosem pod pubem czy zakładem pracy… Tytoń zaś mógł poprzez Ciebie rosnąć w siłę jako odrębny byt (energia). Dawał i brał. Ty dawałaś i brałaś. Im więcej ludzi jest podłączonych pod ideę, rzecz, nałóg, doktrynę, człowieka, cokolwiek, tym bardziej to coś/ ktoś rośnie w siłę będąc ich „zasilaniem”. Dlatego alkohol, nikotyna, inne substancje, jak również hazard czy bezuczuciowy agresywny seks są tak silne energetycznie. Same w sobie nie mają większej mocy. To my nadajemy im moc za każdym razem, gdy wymawiamy ich imię czy wchodzimy w kontakt bezpośredni – zgodnie z zasadą a słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami. Znasz to zdanie zapewne. I im więcej ludzi bierze w czymś udział, tym ta energia się powiększa. Czy jest to dla Ciebie logiczne?”

P: „nooo… w zasadzie ma to sens. Jestem zaskoczona trochę, bo nigdy nie myślałam o tym w taki sposób”

T: „Mało kto myśli w ten sposób, bo nie mówi się o tym w szkołach ani w domach. A tymczasem, tak to wygląda z punktu widzenia energii, tak zwanego świata niewidzialnego. Tu na ziemi widać tylko skutki, zaś patrząc przez pryzmat świata energii możemy dostrzegać prawdziwe przyczyny oraz obserwować, jak rzeczy dzieją się naprawdę. Większość ludzi nie widzi tych zależności, bo nie mają wiedzy na ten temat”

P: „Czyli co, mam teraz podziękować papierosom za dobrą zabawę?” (śmiech)

T: „Dokładnie tak. Bo to była zabawa, jak wszystko na naszym ziemskim planie. Jednak istnieją bardziej zdrowe formy zabaw niż palenie, picie, hazard, seks bez uczucia miłości – za to nierzadko z dawką nienawiści do płci przeciwnej. Utracone przez nałóg zdrowie można zaś w dużej części odbudować”.

P: „Ok, to jak mam się do tego zabrać? Tak po prostu w myślach podziękować? Czy to ma być jakiś rytuał czy jeszcze inaczej?”

T: „Im bardziej się do tego przygotujesz i im więcej włożysz w to uwagi, tym większa szansa na powodzenie. Tak to już jest, że energia podąża za uwagą. To bardzo logiczne zresztą. Jeśli zapraszasz gości do domu, to jak sądzisz, kiedy poczują się oni bardziej docenieni, milej widziani, wyczekani? Gdy poczęstujesz ich herbatą bądź kawą w najładniejszych filiżankach, jakie posiadasz, przy stole nakrytym białym czystym bieżnikiem czy wtedy, gdy powiesz im: zróbcie sobie herbatę, a tam stoją szklanki… jeśli brudne, umyjcie sobie… a poplamionym obrusem się nie przejmujcie… nie miałam czasu wyprać…”

W tym wszystkim nie chodzi o status, pieniądze czy luksusy. Chodzi o uwagę, o przytulną atmosferę, zaangażowanie, szacunek czy zatroszczenie się. Daje to poczucie, że się traktuje nas godnie. Nie chodzi wcale o to, by ktoś przy nas skakał, ale okazał należną nam uwagę, którą de facto jeśli ma do siebie samego, ma ją też dla innych. To, jacy jesteśmy dla innych, pokazuje, jacy jesteśmy dla samych siebie. To zrozumienie zmienia nasze życie.

I podobnie jest z uwagą skierowaną na energię, z którą chcesz się pożegnać, co do której czujesz wdzięczność, bo została ona kiedyś przez Ciebie zaproszona do Twojej przestrzeni życiowej. Więc można w tym celu zrobić sobie nawet ceremonię pożegnalną – zapalić kadzidło, zadbać o kwiaty, zapalić świecę, puścić delikatną muzykę i głośno lub w myślach się pożegnać w duchu wdzięczności i zrozumienia. Wszystko się liczy bo to wszystko ma wielką moc. Jeśli naprawdę Ci zależy, to się przygotujesz najlepiej jak potrafisz. Każdy z nas jest kreatywny.

P: „Rozumiem. To lecę do sklepu po kwiaty (śmiech)

T: „Albo na łąkę. Jest w końcu lato, więc kwiatów pod dostatkiem w przyrodzie”

P: „Słuszna uwaga, a mieszkam niedaleko łąk…”

T: „Powodzenia i liczę, że na następnej sesji opowiesz mi o tym, co się zmieniło…”

P: „Jasne, że opowiem”

…………….

Nie wiem, jak Ty, ale ja od lat mam takie doświadczenia, z których ewidentnie wynika, że w uczuciu wdzięczności szybciej transformuje się negatywne energie i odcina niewolnicze więzy.
Dziękuje się „oprawcom” za wspólną podróż, bo przecież do tej pory nam służyli, więc nie są katami, a raczej nazwałabym ich nauczycielami. Z jakiegoś powodu potrzebowaliśmy tej wymiany. A ta wymiana z kolei wynika – jak pisałam wcześniej – z powodu niezaspokojonych potrzeb, nierzadko zepchniętych do podświadomości i nadal tłumionych, gdy tylko wychylą się na powierzchnię… I wtedy najłatwiej jest nam zaspokoić je nie tym, co rzeczywiście uzdrowi ten brak. Czyli idziemy w nałogi. To łatwo dostępne i nie wymaga przyjrzeniu się temu, co naprawdę w nas.

Dopóki nie zrozumiemy działania potężnego mechanizmu, który stoi za tym tematem, dopóty będziemy chodzili po kole doświadczeń wchodząc w te same scenariusze… zmieniając jedynie obiekt.

Życzę nam wszystkim świadomości, uważności i wiedzy!

Autor: Ewelina Wieczorek

Psychodietetyk, pedagog i promotor zdrowia.
Nauczyciel zawodu w Technikum Żywienia i Usług Gastronomicznych w Zespole Szkół nr 6 w Szczecinku.
Od roku 2007 prowadzi firmę EpiCentrum Zdrowia.
Autorka licznych artykułów o tematyce prozdrowotnej.
Prywatnie mama trójki dzieci.