Kategorie
Blog

Zdemistyfikujmy mistykę, by zrozumieć prawdziwą przyczynę naszego cierpienia

Dzisiejszy wpis będzie wymagał od Ciebie większego skupienia oraz maksymalnie otwartego umysłu. Sądzę, że aby móc zrozumieć praprzyczynę cierpienia, chorób czy nadwagi, należy wyjaśnić kilka niezwykle istotnych kwestii, które stanowią podłoże powyższych. No i jest coś jeszcze. Bardzo często obserwuję u ludzi jakąś niezrozumiałą ostrożność, jeśli mowa o magii życia. Jeszcze wiele osób nie widzi powiązania między tym, co uważają za mistyczne, a tym, co naukowe i sprawdzalne. A niepotrzebnie się to rozdziela, bo to jedno i to samo, tylko inaczej widziane…

Czas więc zdemistyfikować mistykę, bo wprowadza to zbyt dużo zamieszania, bojaźni, no i niestety opóźniamy nasze własne uzdrowienie. Im szybciej zrozumie się mechanizmy kierujące naszym istnieniem, tym szybciej osiągnie się efekty, o które nam chodzi.

Gdy próbowałam przebrnąć przez te zagadnienia, otwierały się w mej głowie nowe przestrzenie. Miałam jednocześnie poczucie żalu, że nie integruje się tej wiedzy ucząc młodzież w szkołach. Każda bowiem dziedzina nauki opisująca otaczającą nas rzeczywistość, tj. biologia, fizyka, chemia, geografia, matematyka jest wykładana oddzielnie, zaś nie ma przedmiotu, który by tę wiedzę połączył w jedną całość, dając młodym ludziom szersze spojrzenie na rzeczywistość. Wszystko w gruncie rzeczy zmierza do jedności, bo z jedności przecież pochodzi. Dałoby to więc im rozeznanie, że każda dziedzina opisuje to samo zjawisko jedynie z innej perspektywy, przy użyciu innych narzędzi, innych słów, co daje niekiedy złudne poczucie, że mówi o czymś zupełnie innym…

Młodzież, którą akurat ja uczę, ma tę szansę, że obcując ze mną dowiedzą się o tym. Czuję wręcz obowiązek mówienia im o takich rzeczach. Poszerzam ich sposób patrzenia na świat, zmuszam do myślenia, zadaję „trudne” pytania. Poza realizacją szkolnej podstawy programowej możemy śmiało rozmawiać o życiu. Bo życie to nie tylko gastronomia. Życie to również nie regułka do wyklepania na pamięć. Uważam, że ten, kto opuścił szkołę będąc wolnomyślicielem o szerokim horyzoncie, już w pewien sposób wygrał swoje życie. Ten zaś, kto zdawał z czerwonym paskiem poprzez wykuwanie materiału na pamięć, zostając jednocześnie konformistą z wąską perspektywą, z tym pierwszym nie ma żadnych szans. I to będzie widoczne na każdym planie – relacyjnym, rodzinnym, zawodowym czy miłosnym.

Jak wiadomo, dysponujemy dwiema półkulami mózgowymi, z których każda odpowiada za inne procesy i funkcje. U jednych ludzi przeważa półkula prawa, zaś u innych lewa. I to, która akurat u Ciebie dominuje, określa w dużym stopniu, w jaki sposób badasz, widzisz i opisujesz rzeczywistość – czy jesteś bardziej umysłem ścisłym, czy humanistycznym. Czy określasz się raczej jako typ racjonalny, czy uczuciowy? Kierujesz się w życiu głównie sercem/ intuicją, czy rozumem? Itd. Stąd różnice u ludzi w zainteresowaniach, sposobach radzenia sobie w różnych sytuacjach, ale również w pojmowaniu i badaniu świata. Najlepiej byłoby obie półkule zintegrować, czyli doprowadzić do ich synchronizacji. Jest to możliwe, lecz wymaga ciągłej uważności i praktyki. Doświadczałam niejednokrotnie momentu tej synchronizacji i przyznam, że jest to niezwykłe uczucie. Wtedy ma się wrażenie, że niczego więcej nie trzeba rozumieć, bo wszystko jest wiadome – widoczne jako całość.

Zazwyczaj mówi się, że przyczyną choroby czy nadwagi jest niewłaściwe odżywianie, stres i brak aktywności fizycznej. I jest to prawda, ale tylko połowiczna, ponieważ coś musiało spowodować, że przestaliśmy dbać o siebie, jedząc to, co mamy pod ręką czy prowadząc osiadły tryb życia. Ja to nazywam przyczynami bliskimi, czyli takimi, które możemy zmienić błyskawicznie (a że to nie jest takie proste, to już inna kwestia…). Jednak istnieje coś głębiej, co należy zrozumieć, a następnie uzdrowić/ przemienić. I tym czymś są nasze niewłaściwe przekonania bądź brak świadomości o tym, kim w istocie jesteśmy.

A zatem… Wyobraź sobie człowieka, który zapadł na ciężką chorobę, np. nowotwór. Diagnoza została postawiona i rozpoczyna się w jego głowie tworzenie planu na „walkę” z chorobą…

Celowo wzięłam w cudzysłów słowo walka, bo uważam, że nie jest ono właściwe, a często właśnie tak nazywamy działania zmierzające do wyeliminowania choroby. Powiem więcej, słowo walka jest w tym miejscu wysoce szkodliwe. Słowo to budzi negatywne skojarzenia, a w umyśle człowieka – tym bardziej chorego – nie powinno być miejsca na żadne negatywizmy. Po drugie, człowiek chory czy otyły powinien się ze swoją chorobą zaprzyjaźnić, a nie z nią walczyć. Bo choroba w gruncie rzeczy jest dla niego błogosławieństwem, gdyż jest informacją o tym, że coś się dzieje niedobrego w umyśle, emocjach i w efekcie w ciele tego człowieka. Aby więc miał on szansę się temu przyjrzeć i zmienić swoje życie na lepsze, choroba przychodzi mu z pomocą. Jeśli brzmi to dla Ciebie dziwnie, to dodam, że też miałam kiedyś spory problem ze zrozumieniem, o co w tym chodzi.

Schorzenie/ nadwaga mają na ogół taki mniej więcej przekaz dla każdego człowieka: Popatrz! Zrób coś ze sobą, bo zburzyłeś w swoim życiu równowagę i odłączyłeś się od natury, gubiąc po drodze swą Jaźń.  Wyjaśnię to dokładniej później.

Wróćmy zatem do planu walki. Żeby stworzyć plan, nasz bohater musi zdobyć wiedzę o tym, jakie są metody leczenia choroby. Dowiaduje się więc o różnego rodzaju chemioterapiach, radioterapiach, lekach i operacjach medycznych. Z innych stron dochodzą do niego informacje o leczeniu alternatywnym, czyli o spożywaniu witamin, minerałów, stosowaniu diety, aktywności fizycznej czy innym zabiegom niekonwencjonalnym. Jeszcze ktoś inny poleca mu psychoterapię tj. np. pracę z umysłem (z podświadomością).

I wszystko to są nasze ziemskie metody na rozstanie się chorobą. Tylko, że bohater naszej historii zapomniał o najważniejszym i pominął to, co powinien zrobić na samym początku, gdy tylko objął świadomością swoją chorobę. A mianowicie, zabrakło odpowiedzi na pytanie:

SKĄD WZIĄŁ SIĘ U MNIE TEN GUZ?!

Bez przyjrzenia się temu, czyli bez znalezienia przyczyny swojej sytuacji, stosowanie się do metod walki z chorobą skończy się prawdopodobnie fiaskiem. Bo nawet, jeśli chwilowo guz przestanie się rozwijać na skutek jego wycięcia/ spalenia promieniowaniem/ zamrożenia czy zalania chemią, to szczytem ignorancji jest myślenie, że problemem był ten guz! Ten guz, to jedynie symptom. To nie jest choroba tego człowieka, z którą wydaje mu się, że wygrał.

Jak zatem zabrać się za uzdrowienie i uwolnienie? Najpierw należałoby zrozumieć, w jakich tkwimy schematach… Czas więc na kilka istotnych aspektów, które pomogą nam zrozumieć więcej i zadziałać inaczej, niż nam się powszechnie proponuje.

Ludzki embrion powtarza ewolucję wszystkich gatunków

Czy wiesz, że ciąża ludzka trwająca zaledwie 9 miesięcy odzwierciedla kilka miliardów lat ewolucji życia na Ziemi? Gdy następuje wielki wybuch (ejakulacja) i męskie nasienie jednoczy się z jajem, powstaje organizm jednokomórkowy. W ciągu paru godzin ta komórka dzieli się na kolejne części. 4 tygodnie później embrion rozwija skrzela, niczym u stworzeń wodnych. Kilka tygodni później rozwijają się płuca i ogon, wyglądające na gadzi. Odtąd można rozpoznać, że to ssak, potem widać, że naczelny. Następnie zrzuca on meszek płodowy, by zacząć przypominać istotę ludzką…

Czy to Ci czegoś nie przypomina? Jedna energia rozprasza się na wiele części – tak jak opisuje to obraz stwarzania świata przez Siłę Wyższą. Jak dla mnie to stwarzanie świata dzieje się w każdym momencie zapłodnienia, czyli stwarzania nowej jakości energii – pojedynczego istnienia. Bo przecież każdy z nas jest odrębnym światem pomimo, że żyjemy w jednej przestrzeni. Skala makro i mikro są w gruncie rzeczy tym samym, jedynie widziane z innej perspektywy i dziejące się bez pojęcia czasu. Wtedy rzeczywiście nie ma czegoś takiego, jak początek. Początek istnieje zawsze wtedy, gdy Kobieta-Rodzicielka z pomocą Mężczyzny tworzy nowe życie – nowe Istnienie. Stąd coraz częściej zwraca się uwagę na to, że jesteśmy stwórcami, choć nie wszystko jeszcze potrafimy zrozumieć i osiągnąć (z naciskiem na jeszcze, bo przecież życie ciągle trwa i to co dawniej było nie do pomyślenia, dziś już istnieje w materii).

To nie koniec ciekawych analogii…

Ziemia ma więcej podobieństw z ludzką anatomią, niż przypuszczamy

Ciało ludzkie jest zespołem ponad 50 bilionów komórek. Wszystko, co robi ciało, robi też każda pojedyncza komórka. Komórki mają system oddechowy, odżywiają się, myślą i komunikują z innymi komórkami. Biliony komórek tworzą jeden organizm, zwany ludzkim ciałem, zaś miliard ciał ludzkich współtworzy organizm zwany Ziemią (znowu mamy skalę mikro i makro).

Ziemia ma swój własny generator elektryczny, tak jak ludzkie ciało. Badacze stwierdzili, że przez komórki okołonerwowe znajdujące się w każdym nerwie ciała, przepływa stały prąd elektryczny. Ścieżki tego przepływu nazywane są meridianami i są używane w akupunkturze co najmniej od 2 tyś lat. Jeszcze wcześniej wspomina się o ścieżkach smoka – liniach geomantycznych – na których wznoszono wiele struktur wyznaczających meridiany ziemi. Te meridiany energetyczne generowane są przez częstotliwości rezonansowe ziemi, zwane rezonansem Schumanna.

Każda planeta ma swoją częstotliwość uzależnioną od kilku czynników. Częstotliwości te skupione są w 7 fazach, co koreluje z 7 czakrami (centrami energetycznymi umiejscowionymi wzdłuż kręgosłupa). Jednak największym odkryciem, co do naszej Ziemi, jest jej świadomość!

Pole morfogenetyczne czy Duch? Nauka czy duchowość?

Widzianym atrybutem świadomości jest pole energetyczne, kierujące kształtowaniem się organizmów. Morfogeneza jest określeniem wyjaśniającym tworzenie się tkanek, organów i całych organizmów. Świadomość jest siłą stwórczą całego Wszechświata i ma ona różne nazwy, tj. siła wyższa, boska matryca, bóg, przyroda, duch, jaźń, pole morfogenetyczne, bóstwo, wyższe JA i inne.

Nazwy są jednak zupełnie nieistotne, bo tworzą między ludźmi zbędne podziały (ludzie jeszcze ciągle lubią bawić się w tworzenie systemów, religii, ideologii, teorii, struktur, dogmatów, a to prowadzi do ustanawiania praw, zakazów, nakazów, obowiązków, hierarchii, kontrolowania, podbojów, nietolerancji, przemocy słownej i cielesnej). Ważne jest zatem to, iż cały Wszechświat jest świadomym siebie, żywym organizmem. I nie ważne czy podejdziemy do tego z punktu widzenia fizyki, która nazywa te niewidzialne siły polami, czy też rozpatrzymy to bardziej duchowo i nazwiemy boską matrycą czy duchem, czy jeszcze bardziej psychologicznie nazwiemy to jaźnią. Wszystko to jedno i to samo.

Każdy żywy organizm ma świadomość

Gdy słyszymy termin żywy organizm, mamy tendencję by antropomorfizować go, przypisując mu ludzkie cechy nie patrząc na to, co to znaczy, że organizm jest świadomy. Z definicji wiemy, że organizm to jakakolwiek żywa istota, zdolna do reakcji na bodźce, do reprodukcji, wzrostu i rozwoju oraz utrzymywania homeostazy jako stabilna całość.

Nasz Wszechświat ma wszystkie te cechy. Świadomość naszego Wszechświata odpowiada za kształt i cechy, które przybiera wszelka materia. Częstotliwości rezonansowe ziemi są rezultatem jej kształtu i odpowiadają one za rytmy biologiczne, takie jak cykl menstruacyjny kobiety i rytm okołodobowy, jak również za schematy emocjonalne i behawioralne. Częstotliwości te odbierane są przez rośliny i zwierzęta, które stanowią instrumenty biologiczne reagujące na wzory fali. Wzory fali rezonują w strukturze czaszkowej w naszej głowie i skupiają się w centrum mózgu, gdzie znajduje się szyszynka. W wielu kulturach uważa się, że szyszynka stanowi trzecie oko związane z intuicją. Kartezjusz nazywał je siedzibą duszy, gdzie spotykają się ciało i umysł.

Każda komórka naszego ciała odbiera impulsy elektromagnetyczne z centralnego układu nerwowego. Otrzymuje dokładnie taki sam impuls, jaki rozpowszechnił się w każdym instrumencie biologicznym z ziemi. Wyjaśnienia naszej świadomości podejmowała się religia, nauka i filozofia, lecz lekceważenie biologicznej natury jakiegokolwiek organizmu powoduje choroby. Oddzielenie od natury, wygnanie z Edenu, pomieszanie języków to wszystko symptomy nie biblijnego osobowego boga, lecz prawdziwej jaźni. Największym zagrożeniem dla nas ludzi jest utrata jaźni, czyli śmierć naszej boskości.

Planeta jak organizm człowieka?

W świętych księgach i antycznych pismach pozostawionych przez naszych przodków, można odnaleźć podobieństwa historii stworzenia, wielkiego potopu, wojen bogów, Jezusa umierającego za grzechy ludzi, proroctw o czasach ostatecznych i inne. Te powiązania zachodzą między kulturami, które rzekomo nie kontaktowały się z sobą z powodu czasu i odległości geograficznej. Wspólny dla wszystkich mitologii wątek ma swoje korzenie w gwiazdach. Wystarczy poczytać mity, jak również niektóre części Biblii i innych ksiąg, by zobaczyć te zależności. Wielu bogów to po prostu odpowiedniki konkretnych planet czy gwiazd. Pisałam wcześniej o ludzkiej skłonności do antropomorfizacji, czyli nadawaniu żywemu organizmowi (tu planecie) ludzkich cech.

Sedno mitu i jego prawdziwe znaczenie przychodzi jednak dopiero wraz z głębszym zrozumieniem istoty każdej z planet – nie tylko fizycznej planety, ale jej świadomego ducha. Dziś już wiadomo, że proporcje i prędkość ruchu planet dają im szczególne indywidualne częstotliwości, sterujące biologią i wzorcami zachowań. Planety te odzwierciedlają ludzkie archetypy psychologiczne. Dlatego też Ziemia jest wyższą formą organizmu, który nas kształtuje. Ten nadrzędny organizm, jak i inne, kierują się świadomością, jak każdy człowiek.

Dlatego Newton mylił się twierdząc, że ciała niebieskie są tylko martwymi formami, które dryfują w przestrzeni i że świat dzieli się na cząsteczki, z których każda żyje osobno w oderwaniu od innej. Gdyby było to prawdą, oznaczałoby to, że człowiek jest tylko masą pierwiastków w ruchu. A przecież człowiek myśli, czuje i widzi owoce swojej świadomości, czyli obserwuje proces życia.

Platon pisał: „Ten świat jest żyjącą istotą, wyposażoną w duszę i inteligencję, to pojedyncza żywa istota zawierająca wszystkie inne istoty, które są spokrewnione w swej naturze. Kosmos jest jedną wielką, żywą istotą zawierającą wszystkie inne żywe organizmy”.

W magazynie sufickim napisano: „Świat jest żyjącą, duchową istotą. Rozumieli to starożytni filozofowie i alchemicy, którzy odnosili się do duchowej istoty świata jako do Duszy Świata”.

W pismach czytamy, że aniołowie kierują od wewnątrz działaniem ludzi lub że bogowie wpływają na ludzi. Najstarsze nauki utrzymywały, iż hierarchia bogów (aniołów, archaniołów, cherubinów i serafinów) są hierarchią wewnętrzną ludzkiej psychiki. Zgodnie z tym musimy zrozumieć, że jeżeli wszelkie antyczne mity i święte księgi mówią o duchowym wpływie istot wyższych, to chodzi o archetypowe siły obecne w nas, a nie o jakiś wpływ z zewnątrz.

Tu właśnie widać doniosłość astrologii jako starożytnej formy nauki, która odrodziła się w XIX wieku pod nazwą psychologia

Jaźń i fałszywe ego

W czasach przedchrześcijańskich istniały szkoły mistyczne czy też religie misterium. Informacje zawarte w pismach w starożytnej architekturze pochodzą od twórców nauk duchowych. Ich celem była nauka głębszego rozumienia mitów. To, co później nazwano Lucyferem czy szatanem, symbolizowało ego, rywalizujące z bogiem, reprezentującym Jaźń. Prawdziwa Jaźń jest prawdziwym epicentrum ludzkiej istoty. Jaźń to wszystko, czym jesteśmy, zaś fałszywe ego to koncepcja na własny temat, którą stworzyliśmy w ciągu życia, wykluczająca wszystkie cechy, których w sobie nie akceptujemy. Tyle, że ludzkość ma wolność wyboru, czyli albo kierować się prawdziwą Jaźnią albo poddać się pokusie próżności i materializmowi fałszywego ego.

Tym różnimy się od zwierząt, że mamy wolność wyboru, by podążać za swoimi marzeniami i ideami, naturalnymi impulsami. Możemy podtrzymywać naturę lub ją zniszczyć. I ta wolność wyboru waży na losie całości organizmu, zwanego ludzkością. 

Nowotwór ciała kontra nowotwór planety

Rak w ciele człowieka zaczyna się, gdy dana grupa komórek przestaje reagować na sygnały organizmu. Komórki te postanawiają oddzielić się od całości i żyć swoim własnym życiem, rosną bez kontroli i rozprzestrzeniają się na inne części organizmu. Rak niszczący dziś Ziemię (rozumiany w skali makro) jest dominacją naszego fałszywego ego, naszym odcięciem się od natury. Wśród ludzi próżność prowadzi do podziałów i rywalizacji. Rywalizacja prowadzi do strachu i chciwości. Chciwość prowadzi do oszustwa. Kłamstwo jest podłożem dla chorób, które niszczą naszą ziemię. Każdy akt nienawiści i destrukcyjności zaczyna się od samonienawiści i autodestrukcji, a wszystko kończy się zerwaniem komunikacji z całością.

Nie da się jednocześnie rozwijać i bronić. Hormony stresu

Człowiek współczesny ma tendencję do stałego tłumienia cech, których nie akceptuje. To dlatego tak trudno jest zobaczyć fałszywe ego i jego liczne przejawy. Cyceron powiedział kiedyś, że naród może przetrwać głupich i ambitnych, lecz nie przetrwa wewnętrznej zdrady. Fałszywe ego działa tak, by odciągać naszą uwagę od wolności, jaką naprawdę dysponujemy. Aby ten psychiczny pasożyt mógł przetrwać, musi nam podawać substancję, dzięki której będziemy od niego zależni. W tym wypadku pożywieniem jest energia naszej świadomości, lecz żebyśmy chcieli żywić nią pasożyta, podaje nam on strach powodujący, że błagamy o ochronę.

Funkcje zachowawcze każdego organizmu sprowadzają się do dwóch podstawowych działań: musi mieć on możliwość wzrostu i utrzymania się przy życiu, ale musi posiadać również zdolność do obrony. Jeśli więc człowiek tylko rośnie, bez możliwości obrony, wówczas staje się czyimś pożywieniem. Przetrwanie wymaga równowagi między wzrostem, a obroną. W całej historii cywilizacji i ludzkiej ewolucji widać, że naturalny jest dla nas stan wzrostu, zaś obrony powinniśmy używać tylko w chwilach zagrożenia. Nie da się jednocześnie rozwijać i bronić.

A zatem gdy odczuwamy potrzebę obrony, hormony stresu odcinają dopływ krwi do narządów wewnętrznych odpowiedzialnych za wzrost ciała. Gdy krew trafia do rąk zamiast do trzewi, pozostają one bez krwi powodując brak wzrostu. Ciało jest wtedy gotowe do walki, a gdy walka się kończy, krew z powrotem trafia do organów wewnętrznych pobudzając wzrost. Jednak w dzisiejszym świecie  panuje całodobowy, nieustanny lęk! Mamy więc stały zalew hormonów stresu w ciele. Jesteśmy w ciągłej gotowości do obrony, czyli większość naszej energii tracimy na samoobronę. I tylko w takich warunkach choroba ma żyzny grunt do inwazji. Dużą rolę w podtrzymywaniu tej paniki i strachu odgrywają media. A czasem wystarczy… wyłączyć telewizor.

Nie chodzi o to, by o niczym nie wiedzieć. Chodzi jedynie o to, by zarządzać świadomie swoją energią, kierując ją na to, co możemy konkretnie dobrego zrobić. Sama ciekawość i chęć bycia na bieżąco niczego dobrego nie wnosi zasadniczo w nasze życie. Już dawno przestałam chcieć być dobrze poinformowana. Nie potrzebuję tego. Mało tego, zdaję sobie sprawę, że informacje są zawsze przepuszczone przez filtry i intencje ludzi, którzy je przekazują. Wystarczy zmienić choćby ton głosu oraz wpuścić w nie trochę emocji i już informacja ta zostaje odebrana zupełnie inaczej, niż gdyby była przekazywana neutralnie pod kątem emocjonalnym.

Wąż zjadający swój własny ogon…

Człowiek nie przetrwa, jeśli będzie stale w trybie samoobrony. Jeśli pasożyt potrafi kontrolować strachem, może wywołać w nas lęk, przed którym tylko on może nas obronić…

Fałszywe ego ma tylko jedno pragnienie, by stać się potężniejsze niż prawdziwa Jaźń/ Dusza. Ta choroba powoduje, że wierzymy, iż jesteśmy oddzieleni od reszty przyrody, stąd taki wzrost zależności od technologii. Stąd taka niedbałość o środowisko, jak również rasizm, dyskryminacja, zbrodnie, przemoc i wojna, co doprowadza w ostateczności do destrukcji całego organizmu (ciała ludzkiego i całej planety). Czyli można powiedzieć, że jako ludzkość stworzyliśmy sobie sztuczne zagrożenie, z którym teraz musimy walczyć, a to z kolei powoduje nieustanny lęk, który nas niszczy. Można to porównać do węża, który zjada swój własny ogon nie mając pojęcia, że ogon należy do niego…

Efekt placebo i siła umysłu

Z moich obserwacji wynika, że medycyna konwencjonalna zamknięta jest jeszcze cały czas w fizyce newtonowskiej, w której nie poświęca się uwagi procesom uzdrawiania. A przecież studenci medycyny uczą się o tzw. efekcie placebo. Wiedzą zatem o tym, że umysł człowieka potrafi odmienić jego własny stan zdrowia. Jeśli wierzysz, że dane lekarstwo Ci pomoże, to zażywając w nieświadomości cukrową pastylkę, możesz się uzdrowić. Udowodniono, że aż 30% wszystkich uzdrowień w medycynie spowodowane jest efektem placebo! To bardzo duży odsetek.

Ale jest coś jeszcze – coś odwrotnego, tzw. efekt nocebo, czyli negatywne myśli, uleganie negatywnej sugestii. I to również działa. Czyli myśli, zarówno te poparte wiarą, jak i brakiem wiary, mają moc. Kiedy myślisz pozytywnie, przyciągasz uzdrowienie (placebo). Jeśli myślisz negatywnie, wywołujesz objawy choroby (nocebo).

Według psychologów, aż 70% codziennych myśli człowieka, jest negatywnych i zbędnych. To oznacza, że każdego dnia ponad 70% myśli odbiera ludziom ich zdrowie i pogarsza jakość ich życia! I zazwyczaj nie zdają sobie z tego sprawy.

I to wszystko powinno być brane pod uwagę przez medycynę. Niestety tak na ogół nie jest. Medycyna akademicka nie daje wolnej ręki do analiz i badań, jakby się mogło wydawać, gdyż jest kontrolowana z zewnątrz. To powstrzymuje ją przed szukaniem takich metod uzdrawiania, które nie wymagałyby leków.

Czy widziałaś kiedyś reklamę w mediach głównego nurtu o tym, że istnieje świat energetyczny poza tym, który dostrzegasz 5 zmysłami, w którym możesz się sama leczyć pozytywnym myśleniem, bo masz moc tworzenia nadaną od Stwórcy? Albo reklamę o tym, jakie lęki powinnaś wyrzucić ze swojego życia, by się uwolnić, odprogramować, by odkryć swoją moc i zacząć samodzielnie decydować o swoim życiu? Nie wiem jak Ty, ale ja jak dotąd takich nie spotkałam.

Co z genetyką? Czy choroby nie są po prostu dziedziczne?

Powie ktoś, no dobrze. Wszystko to prawda, ale co z dziedziczeniem i genetyką? Jeśli w jakiejś rodzinie prawie wszyscy zapadają na chorobę wieńcową, raka, cukrzycę czy dany rodzaj alergii, to jak to wyjaśnić? Przecież już dawno ustalono, że geny odgrywają wielką rolę w zapadaniu na choroby czy w dziedziczeniu różnych skłonności…

Tak. Rzeczywiście tak kiedyś ustalono. Jednak dzisiaj już można dowieść, że wcale tak nie jest! Podobnie, jak do niedawna opierano się na fizyce newtonowskiej, dziś już fizyka kwantowa pokazuje, że Newton się mylił.

Dziedziczymy nie choroby, lecz przyczyny, które te choroby wywołują! To zasadnicza różnica. Czyli można powiedzieć, że niesiemy w swoim DNA zapis energetyczny emocji, przekonań, wierzeń, dogmatów. I jeśli nie zmienimy zapisu w kodzie DNA, to wystarczy, że zadziała jakiś czynnik spustowy, np. stres czy złe odżywianie, który uaktywni chorobę stojącą za tym zapisem – przyczyną. Nasi przodkowie przekazują nam wszystko – nie tylko swoje cechy fizyczne, ale również swoje emocje i przekonania.

Co zatem zrobić, by być zdrowym i szczupłym?

Żeby znaleźć przyczynę swojego nieszczęścia i cierpienia (guz, depresja, lęki, choroby cywilizacyjne, agresja, zazdrość, chęć zemsty czy walki, …), przyczyn należy szukać przede wszystkim w sobie, a nie na zewnątrz. To każdy z nas tworzy swoją rzeczywistość i jest za nią w pełni odpowiedzialny. I faktem jest, że w 90% tworzymy swoje życie reagując na aspekty podświadome (działanie nawykowe), toteż praca własna polegać będzie na tym, by zacząć być w życiu coraz bardziej świadomym i przytomnym.

Nie zrobisz jednak kroku wzbudzając w sobie poczucie winy za swoje nieszczęścia, bo ta emocja zniszczy Twoje komórki (zamiast sobie pomóc, wpędzisz się w jeszcze większe nieszczęście). Jeśli powracasz pamięcią do tego, co było, rób to mądrze – wyciągaj jedynie wnioski z błędów, które poczyniłaś. Jednak nie wkładaj w to emocji. Po prostu wyciągnij wnioski i zrób tym razem inaczej, bo zmiana nie dokona się, gdy będziesz robiła wciąż to samo.

Korzystaj z pokładów wewnętrznej mądrości, którą każdy z nas ma w sobie od zawsze. Nie bądź więcej głupcem, który poddaje się kontroli z zewnątrz, tylko działaj w oparciu o głos serca, duszy i swoją intuicję. Możesz w tym celu trenować uważność, czyli bycie w tu i teraz – nie w przeszłości bądź przyszłości, lecz cieszyć się każdą chwilą i dziękować za dar życia. Warto podziękować również za chorobę, gdyż to ona właśnie popycha nas do progresu, do zmiany na lepsze, do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny i do bycia świadomym swojej osobistej mocy. Wszystko jest możliwe i każdy moment jest dobry do zmiany.

Zauważ, że od małego uczy się nas, że gdy zachorujemy (przeziębimy się, złapiemy katar czy kaszel), to idziemy do lekarza. To takie normalne – powiesz. Ja jednak powiem, że nie do końca. Tym działaniem odbieramy dziecku wiarę w jego moc samouzdrawiania. A każda dusza przychodzi na świat z nadanym jej prawem do tworzenia i boską mocą, z poczuciem misji i jakiegoś celu. I aby tego dokonać została wyposażona w umiejętność samoleczenia, a jej komórki mają zdolność do przetrwania na skutek jej dobrych myśli, wiary i zaufania do procesu życia.

Gdy jednak dusza/ jaźń styka się od pierwszych miesięcy swojego ziemskiego życia ze stwierdzeniami, że jest słaba, winna grzechu, jej życie zależy od czynników zewnętrznych (w tym od genów), że jest śmiertelna, a w tym świecie nie można być do końca wolnym, wówczas ten program wchodzi jej w podświadomość stając się nawykiem, schematem, który kontroluje jej życie.

Kurtyna opada, zasłaniając prawdziwy obraz jej istoty. Tak oto w drodze nabywania różnych programów, zamykamy się, tracimy kontakt ze swoją jaźnią/ duszą i oddajemy swoje życie systemowi, ziemskim prawom, podporządkowując się cudzym teoriom. Oddajemy wolność stając się kukiełkami w rękach innych ludzi.

Konkluzja

Ty decydujesz o swoim życiu, nikt inny. Otrzymałaś wolną wolę, więc z niej korzystaj. Wiedziały o tym dawne cywilizacje, starożytni, astrologowie, filozofowie i mistrzowie duchowi. Później zabrano nam dostęp do tej wiedzy. Blokowano ważne prawdy, zabijano świadomych ludzi mówiąc, że to heretycy, poganie; palono księgi, zakazywano pewnych praktyk wmawiając społeczeństwu, że korzystanie z nich to grzech (jeszcze dotąd się to robi strasząc piekłem i brakiem szans na zbawienie) i siano strach przed śmiercią. Wszystko po to, byś oddała swoje życie w cudze ręce.

Czasy się jednak zmieniają. Dziś dawna wiedza i mądrość powracają. Historia zatacza koło – zawsze tak było – dla równowagi, balansu. We Wszechświecie zawsze panuje harmonia i wyrównywanie energii. Wszystko płynie, nic nie jest na zawsze, wszystko się zmienia. Drzewa rosną, wypuszczając korzenie i zapełniają koronę liśćmi/ owocami. Potem gubią liście zasilając glebę i zapadają w zimowy sen, by znów rozkwitnąć. I akurat na to nie mamy bezpośrednio wpływu, bo to odwieczne prawo przyrody. Innym prawem jednak, równie ważnym, jest Twoja wolna wola i moc do kreowania rzeczywistości w oparciu o szacunek do innych istot.

A guz, geny, czynniki zewnętrzne, inni ludzie? To nie one stanowią problem. Problemem możesz być jedynie Ty sama – Twoje myśli, przekonania, lęki, emocje i czyny. Może nadszedł już czas, by je zmienić i uwierzyć, że wszystkie organizmy (w tym całe planety) są ze sobą połączone.

Mądrości i Zdrowia!

Autor: Ewelina Wieczorek

Psychodietetyk, pedagog i promotor zdrowia.
Nauczyciel zawodu w Technikum Żywienia i Usług Gastronomicznych w Zespole Szkół nr 6 w Szczecinku.
Od roku 2007 prowadzi firmę EpiCentrum Zdrowia.
Autorka licznych artykułów o tematyce prozdrowotnej.
Prywatnie mama trójki dzieci.