Kategorie
Blog

Roślinożerca kontra mięsożerca. Co mówią badania naukowe?

Będzie tym razem dłużej, gdyż chciałam jak najdokładniej i możliwie szeroko pod różnym kątem omówić ten temat. Zebrałam w tym celu to, co w moim odczuciu najistotniejsze, choć oczywiście chętnych zgłębić bardziej temat, odsyłam do licznych publikacji. Oparłam się tu na wynikach niektórych badań naukowych, którymi można się kierować i zgodnie z nimi postępować. W następnym wpisie zaś poruszę inną drogę, tę związaną ze światem energii, wiary oraz tego, czy siłą woli możemy transformować to, co niezdrowe w… zdrowe (będzie to wersja dla tych, którzy już wiedzą i widzą więcej, funkcjonując w innym, nowym paradygmacie doświadczania życia, jak również dla tych, którzy chcieliby kroczyć taką ścieżką).

Dziś zatem będzie bliżej ziemi, tej widocznej i znanej nam wszystkim materii 🙂

Chcąc rozmawiać o żywieniu, warto wspomnieć o najistotniejszej i niepodważalnej kwestii. Chodzi o troistość natury ludzkiej – ciała, umysłu i ducha/ jaźni. Zawsze przypominam o tym ważnym aspekcie oraz wskazuję na fakt, iż pożywienie wpływa na każdą z tych sfer. Nie można zatem mówić o tym, że żywność odżywia tylko ciało albo, że ma tylko wymiar duchowy. Otóż żywność wpływa na nas kilku-wymiarowo. I tak, jak wpływa na ciało, tak samo czerpie z tego nasz umysł (psychika) oraz nasze wyższe JA, którego głos łatwiej przedostaje się do naszego świadomego umysłu.

Mówiąc o roślinnym stylu żywienia, bardzo często pojawia się w naszych głowach słowo: weganizm. I słusznie, bo rzeczywiście weganizm oznacza dietę roślinną, pozbawioną produktów pochodzenia zwierzęcego. Można być weganinem z przyczyn światopoglądowych (moralnych, religijnych czy kulturowych), ale można również nim zostać ze względu na aspekty zdrowotne.

I tymi drugimi chciałabym w tym miejscu się zająć. Nie chcę bowiem wkraczać w tematy światopoglądowe, ideologiczne ani filozoficzne, gdyż bardzo często w nich poruszane są zagadnienia dobra i zła. A moja wewnętrzna prawda jest taka, że istnieją nasze osobiste wybory, doświadczanie życia oraz ciągły rozwój Jaźni. I te wybory mogą być dla nas korzystne bądź nie, jednak na każde z nich jest miejsce. Dobro i zło to zaś kwestie umowne (w różnych społecznościach możemy obserwować, że są to pojęcia względne, bardzo różnie interpretowane, tudzież dla jednych określone „dobro” jest „złem” i na odwrót. Kwestia perspektywy, jak również obecnego poziomu świadomości).

Badanie chińskie (China Study) i jego niezwykłe odkrycia

Przejdźmy zatem do diety roślinnej. Co pokazują badania naukowe i obserwacje populacji? Jednym z badań, którego wyniki wywarły na mnie duże wrażenie i dzięki któremu mocniej uwierzyłam, iż spożywanie nabiału, jaj i mięsa (a konkretniej, białek i tłuszczów zwierzęcych) powoduje u człowieka choroby i osłabia jego życie umysłowe, było badanie chińskie (China Study). Projekt ten był prowadzony przez dr Collina Campbella, we współpracy z uniwersytetami Cornella i Oxford oraz z Chińską Akademią Medycyny Profilaktycznej.

Program ten jest obecnie najbardziej wnikliwym badaniem wpływu odżywiania na zdrowie człowieka, jakie kiedykolwiek przeprowadzono. Gorąco zachęcam Cię do przeczytania książki pt. „Nowoczesne zasady odżywiania”, C. Campbella, który odkrywa przed nami ponad 8 tysięcy istotnych powiązań pomiędzy różnymi składnikami diety a zachorowalnością, których dokonano w trakcie tej 40-letniej obserwacji.
Analizując wyniki tych badań, wszystko układa się w jedną całość, a mianowicie wiemy już, że to białka i tłuszcze zwierzęce, a nie węglowodany, zwiększają ryzyko zapadnięcia na choroby cywilizacyjne, w tym nowotwory różnego rodzaju.

Pokazały to nie tylko badania na szczurach, lecz również porównywanie populacji Stanów Zjednoczonych do ludności zamieszkującej obszar Chin. Jak wiadomo, w Chinach przeważa dieta roślinna – bogata w owoce, warzywa, błonnik – zaś w USA zdecydowanie królują produkty bogate w tłuszcze i białka zwierzęce.
Nie będę pisała o konkretnych wynikach, gdyż temu zagadnieniu została poświęcona cała książka. Można zapoznać się tam z wynikami dotyczącymi wpływu diety odzwierzęcej na poszczególne choroby. Informacje tam zawarte, niewątpliwie Cię zaskoczą i mam nadzieję, skłonią do licznych refleksji.

Skoro powinniśmy jeść w większości rośliny, to dlaczego od tylu lat ludzie jedzą mięso?

Takie pytanie często słyszę od różnych osób. Odpowiadam wtedy pytaniem na pytanie: skąd zatem wzięły się choroby cywilizacyjne? Może właśnie przez to, że od pewnego czasu zaczęliśmy jeść produkty odzwierzęce w dużych ilościach… Zastanówmy się, czy oby na pewno człowiek pradawny jadł tyle mięsa, jak się nas powszechnie przekonuje? I czy kult białka, który panuje od ponad 100 lat, jest rzeczywiście poparty jakimś mądrym i logicznym uzasadnieniem?

Z różnych pradawnych zapisków wiemy, że człowiek pierwotny jadał po pierwsze bardzo niewiele, a już na pewno rzadko jadł mięso, bo upolowanie zwierzyny nie było takie proste. Wiemy za to, że człowiek ten zjadał głównie grzyby, jagody, orzechy, bulwy i kłącza, które były o wiele łatwiej dostępne. Wiemy też, że nierzadko głodował. I wiemy też, że był aktywny fizycznie. Jak więc możemy się do niego porównywać?
Bądźmy szczerzy – przecież my białek zwierzęcych i tłuszczów jemy na potęgę! I jeszcze argumentujemy to tym, że jest to pokarm nam niezbędny. Na talerzu człowieka kraju cywilizowanego, niemal każdego dnia znajdziemy nabiał (twarogi, sery, serki, jogurty, śmietanę, mleko, masło), jaja w różnej postaci, mięso, kiełbasę, wędliny oraz ryby (często te hodowlane). A teraz zastanówmy się, ile na tych talerzach jest roślin – surowych, świeżych owoców, warzyw w postaci surówek, sałatek, gotowanych warzyw, orzechów i nasion…

Na szczęście coraz więcej osób skłania się do tego, by ich talerze wyglądały kolorowo i spożywają więcej jarzyn i owoców, ale mówimy o pewnym standardzie żywienia, który jest typowy dla większości, co pokazują statystyki dotyczące choćby tego, ile czego ludzie kupują i zjadają.
Każdy powinien wiedzieć o tym, że choroby zaczęły się wraz ze wzrostem spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego. I o tym mówią liczne badania naukowe oraz obserwacje całych populacji. Mało tego, skoro wszystko jest energią, to logiczne jest, że mięso pochodzące z hodowli przemysłowej, nie jest dobrą energią dla ludzkiego organizmu pod kątem fizycznym, duchowym, emocjonalnym. Zwierzęta żyją tam w strachu, bólu i mocno cierpią. Te emocje kumulują się w ich organizmach. A my to potem zjadamy… Więc przejmujemy tę energię (zarówno emocje tych zwierząt, ale i substancje, którymi są karmione – antybiotyki, hormony, pasze GMO, …). Sceptyków odsyłam do zapoznania się z odkryciami fizyków kwantowych, jak również innych badaczy, którzy widzą już wyraźnie związek między światem myśli, uczuć i emocji, a tym, co manifestuje się w ciele i materii na skutek trzech powyższych.

Skąd wzięło się przekonanie, że mięso jest dla nas niezbędne i wysokoodżywcze?

Od 1839 roku białko jest najbardziej czczonym składnikiem odżywczym. W XIX wieku białko było po prostu synonimem mięsa. I dziś niestety jeszcze nadal utrzymuje się taka tendencja. Wystarczy zapytać przeciętnego Kowalskiego, z czym kojarzy mu się słowo białko. Prawdopodobnie padnie na mięso, rybę albo jajko. Mało komu przychodzi na myśl jakaś roślina. A przecież rośliny, jako cała grupa, zawierają wszystkie aminokwasy! (białko składa się z 20 rodzajów aminokwasów). Owszem, w poszczególnych roślinach może brakować jednego czy nawet kilku aminokwasów, ale przecież na ogół zjada się różne owoce, warzywa czy zboża w ciągu dnia, w różnych kombinacjach. I wtedy następuje synergia wielu aminokwasów i innych substancji.

Ludzie wybierający dietę roślinną, np. weganie, nadal jeszcze pytają, skąd czerpać białko, tak jakby rośliny go nie zawierały. I nawet, jeśli wiedzą, że je zawierają, to obawiają się o jego niedostateczną jakość. Takie podejście doprowadziło właśnie do włączania do każdego posiłku wielu roślin, aby dostarczyć sobie wszystkich 20 grup aminokwasów. Jednak nie jest to wcale konieczne, ponieważ system metaboliczny człowieka jest na tyle złożony i mądry, że potrafi pozyskiwać wszystkie aminokwasy bazując na poszczególnych dniach, a nie posiłkach. Nie musimy zatem przejmować się tym, aby zapewnić sobie wszystkie 20 grup w jednym posiłku czy nawet dniu.

Organizm ludzki jest bardziej mądry, niż nam się wydaje. Wystarczy mu nie przeszkadzać i nie obciążać go niezdrowym pożywieniem. Oprócz pożywienia stricte, są jeszcze niestety wszelkie toksyny, o których napiszę osobny artykuł. One też nie robią nam dobrze. Jednak żywność, jak wynika z badań, ma prawdopodobnie największe znaczenie – a zwłaszcza zachowanie rozsądnych proporcji między węglowodanami, tłuszczem i białkiem.

Mięso przejawem cywilizacji, inteligencji i kultury…

Należy wspomnieć, że do kultywowania spożywania białka (mięsa i produktów zwierzęcych), mocno przyczynili się pod koniec XIX wieku Carl Voit, Max Rubner i W.O. Atwater. Rubner ogłosił nawet, ze spożycie białka, czyli mięsa, to symbol cywilizacji i prawo cywilizowanego człowieka. Czyli jeśli człowiek był cywilizowany i bogaty, jadł dużo białka. Jeżeli zaś był biedny, jadł ziemniaki i chleb. Niektórzy uważali wówczas klasy niższe za leniwe i mało inteligentne, co automatycznie wiązali z niskim spożyciem przez nich mięsa i produktów zwierzęcych. Panowało przekonanie, że im więcej mięsa, tym lepiej i było to przejawem kultury.

Niewiedza i chaos informacyjny dotyczący odżywiania

W Polsce propagowanie spożywania mięsa i nabiału zaczęło się od masowej hodowli zwierząt. A żeby zapewnić zyski z tej gałęzi gospodarki, całe rządy, świat nauki, media, rozpoczęły swoją działalność, kontrolując wiedzę na temat wpływu takiej diety na ludzi. Nie wszyscy jednak robili to świadomie. Należy bowiem pamiętać, że nie wszystkie czynności, które podejmuje się w celu utrzymania status quo, są nielegalne. Nie trzeba zaraz płacić naukowcom za fałszowanie danych z badań czy dawać łapówek ludziom władzy. Po co się posuwać do tego typu działań, narażając się na utratę pracy czy karę, skoro można to zrobić w pełni legalnie… Prawda jest taka, że cały system zazwyczaj przedkłada korzyści finansowe ponad zdrowie, technologię ponad zdrową żywność oraz chaos informacyjny ponad prawdę.

Zatem wprowadzanie ludzi w błąd, wydawanie sprzecznych informacji na temat tego, co zdrowe, ukrywanie prawdy o prawdziwych przyczynach chorób oraz całe to zamieszanie osiąga się w jak najbardziej jawny i legalny sposób. Do jego rozprzestrzeniania przyczyniają się ludzie, którzy nawet nie podejrzewają, że stali się elementem tej gry… Jak zawsze, na szczytach piramid stoją Ci, którzy wiedzą, czego chcą i jaka jest prawda, zaś schodząc na niższe szczeble świadomość spada. I mamy życie w iluzji, czyli niewiedzy.

Stąd dziś większość ludzi nie wie, jak powinna się odżywiać, by trwale schudnąć, wyjść z jakiejś choroby, usunąć przykre dolegliwości czy zabezpieczyć się przed nowotworem. Większość osób, które przychodzą choćby do mojej poradni, są w rozterce. Głośno mówią o tym, że stale są wprowadzani w błąd, bo od jednego specjalisty słyszą to, od drugiego tamto, a w książkach i Internecie eksperci głoszą jeszcze zupełnie inne porady o diecie w tej samej chorobie.

Klucz, to dostęp do wewnętrznej mądrości, słuchanie swojego organizmu i zdobycie wiedzy potwierdzonej rzetelnymi niezależnymi badaniami naukowymi. Stawką jest bowiem Twoje zdrowie, samopoczucie i jakość przeżywania życia.

Osobiście nie szukałam nigdy rzetelnych informacji w telewizji, a już na pewno nie na kanałach informacyjnych. W Internecie też trzeba być czujnym. Książki, to lepsza opcja, ale też polecam krytyczne podejście do teorii w nich opisywanych. Najlepiej jest mieć dostęp do takich książek, w których autorzy są odkrywcami, badaczami i rzetelnie krok po kroku opisują wyniki swoich badań. Ja mam dodatkowo to szczęście, że z kilometra wyczuwam fałsz i manipulację. I myślę, że wcale nie wynika to z wielu lat mojej pracy zawodowej, ani z licznych obserwacji czy doświadczeń, choć to pomaga na pewno. Sądzę, że każdy z nas to potrafi, tylko trzeba po prostu skierować na to swą uwagę (zgodnie z niepodważalną zasadą, że energia podąża za uwagą).

Nie tylko badanie chińskie…

Oprócz badania chińskiego, które jest najbardziej wnikliwe, istnieje jeszcze wiele innych, dających wiele do myślenia. Przytoczę je tu w skrócie.
Jeden z programów charytatywno-naukowych na Filipinach, prowadzony w latach 70-tych ubiegłego wieku, miał na celu znaleźć przyczynę wysokiej zachorowalności tamtejszych dzieci na raka wątroby. Podejrzewano, że wywołują go aflatoksyny, czyli silnie rakotwórcze mykotoksyny pochodzące z pleśni orzeszków ziemnych i kukurydzy. Jako, że dzieci te były jednocześnie niedożywione, a panowało ogólne przekonanie, że niedożywienie jest spowodowane niedoborami białka, zwłaszcza zwierzęcego, postanowiono zwiększyć jego podaż w diecie.

Projekt trwał 10 lat, czyli tyle czasu rządy i uniwersytety na całym świecie wspólnie pracowały nad zmniejszeniem niedoboru białka w krajach rozwijających się. I co się okazało? Dzieci, których dieta zawierała największe ilości białek zwierzęcych, najczęściej zapadały na raka wątroby.

Raport z badań przeprowadzonych w Indiach potwierdził te wyniki, robiąc badania na szczurach. Wszystkim 200 osobnikom podawano tę samą ilość aflatoksyny, przy czym 100 z nich otrzymywało 20% energii pochodzącej z białka zwierzęcego (tyle średnio spożywają obecnie ludzie Zachodu, więc celowo nie zwiększano tej ilości), zaś drugie 100 szczurów otrzymywało dietę zawierającą tylko 5% kalorii z białek. Jakie były efekty? U wszystkich 100 osobników z 20% udziałem energii z białek wystąpił rak wątroby, zaś u pozostałych 100 nie odnotowano ani jednego takiego przypadku.

Wniosek był jednoznaczny: białko w diecie ma tak silne działanie, że zmieniając jego ilość w pożywieniu, możemy włączać, a nawet wyłączać rozwój nowotworów! Zbadano bowiem, czy zmniejszając podaż białek w diecie można cofnąć guzy nowotworowe. Odkryto, że zmniejszając chorym szczurom podaż białek zwierzęcych w diecie (podając im nadal duże ilości trującej aflatoksyny!), powodowano hamowanie rozwoju guzów. Zatem efekt rakotwórczy tej silnie toksycznej substancji został zniwelowany poprzez niskobiałkową dietę.

Oczywiście nierozsądne byłoby niesprawdzenie, czy rzeczywiście chodzi tylko o białka zwierzęce. Jeśli chcemy już mówić o konkretnych wynikach i powiedzieć społeczeństwu o tych niezwykłych odkryciach, należy sprawdzić, czy rzeczywiście chodzi tylko o białka zwierzęce, czy może również o roślinne. Sprawdzono zatem kazeinę (białko zwierzęce pochodzące z mleka) oraz białka roślinne – sojowe i pszeniczne. Tylko kazeina powodowała rozwój nowotworu w każdym jego stadium (inicjacji, promocji i progresji). Nie dotyczyło to zaś zupełnie białek roślinnych.

Powyższe badania nie skończyły się jednak w tamtym momencie. Badanie chińskie było kontynuacją i ciągłym potwierdzaniem się wyników z opisanych wyżej projektów, o czym możesz dokładnie przeczytać w podanej przeze mnie wyżej książce. I dodam tylko, że wyniki badania chińskiego dotyczyły nie tylko powstawania nowotworów, ale i szeregu innych chorób tzw. z dobrobytu, czyli cywilizacyjnych. Jedną z takich chorób, jest choroba niedokrwienna serca…

Projekt badawczy dr Caldwella Esselstyna i niezwykłe wnioski

W roku 1985 dr Caldwell B. Esselstyn, uznany chirurg z kliniki w Cleveland postanowił sprawdzić efekty diety opartej na produktach roślinnych na ludziach z chorobą niedokrwienną serca (osoby te przed badaniem przeszły wiele zdarzeń wieńcowych, w tym dusznicę, by-passy, zawały serca i udary). Stosując niskotłuszczowy i roślinny model żywienia, Esselstyn otrzymał najbardziej spektakularne efekty, jakie kiedykolwiek odnotowano w leczeniu chorób serca.

Chirurg poprosił swoich pacjentów, aby notowali wszystko, co jedzą. Uczestnicy mieli unikać czerwonego mięsa, ryb, drobiu i nabiału, z wyjątkiem odtłuszczonego mleka i jogurtu. Po około 5 latach trwania programu zalecił pacjentom, by odstawili również mleko i jogurt. Pięciu pacjentów wycofało się z badania w ciągu pierwszych 2 lat. Pozostało 18 osób. I wszyscy oni osiągnęli niebywały sukces.

Poziom cholesterolu spadł ze średnio 246 mg/dl do 132 mg/dl, poziom „złego” cholesterolu również się zmniejszył. U 70% pacjentów udrożniły się zablokowane tętnice. Jednak tym, co zrobiło największe wrażenie, był fakt, że od rozpoczęcia badania, nie wystąpiły u pacjentów żadne zdarzenia wieńcowe. I co ważne, podczas kolejnych 11 lat pojawił się tylko jeden przypadek pogorszenia zdrowia wśród 18 pacjentów (wszyscy oni kontynuowali dietę). To pogorszenie dotyczyło pacjenta, który na dwa lata przerwał dietę. Wówczas wystąpiły u niego bóle klatki piersiowej. Po powrocie do diety roślinnej, dławica ustąpiła.

Po tych odkryciach, zgłaszali się do dr Esselstyna pacjenci, w tym również sami lekarze mający problemy zdrowotne, osiągając wspaniałe efekty proponowanej przez chirurga diety.

Lifestyle Heart Trial – odkrycia dr Deana Ornisha

Absolwent Harvardu, dr Ornish stał się jednym z czołowych badaczy, którzy powiązali choroby serca ze stylem żywienia. Uleczył on bowiem 28 pacjentów głównie za pomocą diety, którą stosowali oni przez jeden rok. Dieta polegała na wykluczeniu produktów odzwierzęcych, z wyjątkiem kubeczka chudego jogurtu, szklanki chudego mleka lub białka jaja kurzego (jedno do wyboru w ciągu dnia). Poza tym, mogli oni jeść ile chcą, ale tylko z listy produktów roślinnych (owoców, warzyw, zboż).

Oprócz tego pacjenci stosowali metody radzenia sobie ze stresem, tj. medytację, ćwiczenia oddechowe, techniki relaksacyjne, przez godzinę dziennie. Co do aktywności fizycznej, uczestnicy eksperymentu mieli zapewnić sobie 3 godziny ruchu w ciągu całego tygodnia, czyli np. pół godziny dziennie albo godzinę co drugi dzień.

Należy podkreślić, że oprócz diety, radzenia sobie ze stresem i ruchu, badani nie zażywali żadnych leków, nie byli poddawani jakimkolwiek zabiegom czy innym technologiom medycznym. W tym samym czasie doktor obserwował też grupę kontrolną, złożoną z 20 pacjentów, którzy odżywiali się standardowo, czyli spożywali tradycyjną zachodnią dietę złożoną z produktów wysokobiałkowych, wysokotłuszczowych, w większości zwierzęcych.

Jakie były rezultaty? Poziom cholesterolu w grupie badawczej znacznie się obniżył (średnio z 227 mg/dl do 152 mg/dl), poziom LDL również spadł. Bóle w klatce piersiowej zmniejszyły się. U osób najbardziej przestrzegających zaleceń dr Ornisha, tętnice uległy zwężeniu o 4%. Był to bardzo dobry wynik, jak na rok przestrzegania zaleceń. Ogólnie rzecz biorąc, u 82% spośród 28 pacjentów, regresja choroby serca nastąpiła w ciągu jednego roku.

Grupa kontrolna nie miała się tak dobrze, pomimo że była objęta standardową opieką medyczną (leki, zabiegi medyczne itp.). Bóle w klatce piersiowej w ciągu tego roku narastały, trwały dłużej i były częstsze. Poziom cholesterolu był o wiele wyższy, niż u grupy eksperymentalnej. Podobnie stan tętnic, pogarszał się, co prowadziło do miażdżycy tętnic.

Czy można zakwestionować tak jednoznaczne wyniki badań?

Może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale można. Można nie sugerować się żadnymi badaniami i jeść świadomie to, co się chce, pozostając jednocześnie zdrowym. Ciało jest ostatnim, najgęstszym ogniwem naszego doświadczania, jednak ponad ciałem jest Wyższe JA (Wieczna Jaźń). Mając głęboki kontakt z tą wyższą energią, można świadomie wpływać na ciało i prawa nim rządzące. Jednak potrafią to robić jedynie ci ludzie, którzy mają już świadomość tego, kim są oraz widzą i czują więcej, niż tylko to, co można odebrać pięcioma zmysłami. I nie jest to wiedza spoza tego świata. Być może jeszcze jej w sobie nie odkryłaś, dlatego pozostaje wciąż wiedzą tajemną… Tak robiło wielu ludzi na przełomie tysiącleci i robią to do dziś zwykli ludzie, o których nawet byś nie pomyślała, że są tego świadomi 🙂
Temu zagadnieniu poświęcę kolejny artykuł.

Wracając zaś do ciała i jego praw, myślę, że wszystko nam wolno. To nasze wybory. Możemy zaprzeczać, udawać, że czegoś nie widzimy, że nie wiemy. Jednak w moim odczuciu za dużo jest długotrwale trwających eksperymentów i obserwacji potwierdzających fakt, że spożywanie diety z produktami odzwierzęcymi, diet wysokobiałkowych, czy diet, w których mało jest owoców i warzyw, serwuje nam choroby cywilizacyjne i nadwagę. I dopóki nie skłonimy się bardziej ku diecie roślinnej, diecie jak najbardziej nam bliskiej i naturalnej, bogatej w warzywa, owoce, nasiona, orzechy, zawierającej pewne ilości zdrowych olejów i oliwy, dopóty nie osiągniemy pełni zdrowia i właściwej masy ciała.

Oprócz konkretnych badań, projektów i eksperymentów, mamy również możliwość usłyszenia czy przeczytania głosów różnych mądrych lekarzy, specjalistów, dietetyków, naturopatów, osób zajmujących się zdrowiem od wielu lat. I również warto brać pod uwagę ich własne obserwacje i wnioski poczynione na drodze bogatego doświadczenia zawodowego.

A co, jeśli ktoś je prawie same produkty odzwierzęce i osiąga świetne efekty zdrowotne i inne?

Należy omówić w tym miejscu dwie sprawy.
Pierwsza to taka, że pomimo tak samo działających organizmów (mamy przecież takie same organy wewnętrzne, te same układy, które uruchamiają te same procesy i choćby z tego powodu obowiązują nas pewne uniwersalne zasady, które stanową fundament naszego dobrego stanu zdrowia), to każdy z nas jest trochę inny. I może być tak, że jeden człowiek będzie odżywiał się głównie produktami zwierzęcymi i wcale nie zapadnie na żadną z poważnych chorób. Należy bowiem brać pod uwagę czynnik, jakim jest … stres.

Miałam kiedyś przyjemność osobistego poznania George`a Ashkara, doktora fizyki, który zajmuje się również leczeniem nowotworów. I pomijając zasadność i skuteczność jego kontrowersyjnej metody leczenia raka, o której opowiadał, to dla mnie najcenniejszą rzeczą z tego spotkania było coś innego. Otóż stanowczo podkreślił, że aby nowotwór zaczął się rozwijać, oprócz niewłaściwej diety bądź zadziałania jakiejś silnie toksycznej substancji na organizm, musi wystąpić jeszcze czynnik stresogenny. Bez stresu nowotwór nie wystąpi. Bo choroba manifestująca się poprzez ciało, zawsze jest powiązana z naszą duszą i umysłem. Tak jak napisałam na samym wstępie artykułu – człowiek to istota troista. Stąd potwierdza się to, że jego słowa to niezaprzeczalna prawda, którą ciężko jakkolwiek podważyć.

Jak wiemy, niemal wszyscy jesteśmy poddawani czynnikom stresującym, zwłaszcza w dzisiejszym świecie. Jednak znajdują się wśród nas i tacy, których żadne zewnętrzne perturbacje nie dotykają tak bardzo emocjonalnie. Po prostu świetnie sobie radzimy w sytuacjach stresowych, mamy dobre, pozytywne nastawienie do wszystkiego, nie dajemy się sprowokować, nie martwimy się i jesteśmy optymistami. I myślę, że takie osoby rzeczywiście nie zapadną na żadną z groźnych chorób, nawet jeśli ich odżywianie pozostawia wiele do życzenia.

Tak czy owak, jest ich mniejszość i póki co dieta stanowi kluczową rolę w życiu większości ludzi krajów cywilizowanych. Zatem nie pozostaje nic innego, jak tylko przerzucać się stopniowo na produkty roślinne i wykluczać te pochodzące od zwierząt. Do tego przyda się trochę więcej aktywności fizycznej i jakaś wybrana metoda walki ze stresem.

Każda zmiana, nawet drobna, jest na wagę złota

Bardzo często spotykam się z ludźmi, którzy po kilku miesiącach diety mocno zwierzęcej rzeczywiście osiągnęli lepsze samopoczucie czy zgubili kilka zbędnych kilogramów. Dlaczego tak się dzieje? Z prostej przyczyny: każda zmiana wywołuje jakiś efekt. Jeśli taki człowiek odżywiał się przez lata tradycyjnie, a zatem spożywał wszystko, co miał pod ręką, czyli białe pieczywo, słodycze, fast-foody, tłuste mięsa i nabiał, przekąski z konserwantami, słodzone napoje, niewielką ilość owoców i warzyw, to nie dziwne jest, że po przejściu na JAKĄKOLWIEK dietę jego pewne parametry ulegną zmianie – poprawią się. Jeśli ktoś przeszedł na dietę wysokobiałkową i wysokotłuszczową, w której królują produkty odzwierzęce, to musiał on przecież zrezygnować z rafinowanego cukru w postaci słodyczy i słodkich napojów, produktów z białej mąki i fast-foodów. I być może jeszcze do tego zaczął czytać etykiety, by wybrać produkty bezcukrowe czy przy okazji te bez konserwantów.
I już samo odstawienie powyższych produktów, które zdrowe z pewnością nie są, zrobiło swoje, oczywiście na plus. Jednak należy pamiętać, że to wcale nie oznacza, że odżywia się ona zdrowo. Otóż wiele chorób nie znika po odstawieniu samego cukru czy konserwantów. To tylko jeden z elementów zdrowej diety. A jednym z kolejnych jest np. zwiększenie w diecie witamin i minerałów, w powiązaniu z innymi substancjami czynnymi, które są ważne dla ustroju.

I to umożliwiają nam rośliny (głównie owoce i warzywa). Pytanie tylko, jak zwiększyć ich ilość, skoro w dietach kultywujących produkty tłuste i białkowe pochodzące od zwierząt, na ogół zabrania się zjadania większości owoców i sporej części warzyw, a nawet jeśli całkowicie się ich nie wyklucza, to trzeba się mocno pilnować, by nie zabrakło w żołądku miejsca na produkty wysoce zalecane… Logiczne jest, że nasze żołądki mają ograniczoną pojemność i zjemy tylko tyle, ile jesteśmy w stanie. Jeśli więc pojemy sobie tłusto i wysokobiałkowo, nie zmieści się już jabłko, orzech czy burak… Bądźmy zatem rozsądni.

Dodam, że aby mówić o długofalowych pozytywnych rezultatach diet z dużą zawartością tłuszczów i białek zwierzęcych, należałoby stosować się do tych modeli żywienia skrupulatnie przez minimum rok, a najlepiej kilka lat. Bo tak jak wspomniałam wcześniej, na początku zmiany żywienia zazwyczaj osiągamy jakieś efekty, bez względu na rodzaj zastosowanej diety. A potem może być różnie…

Aby wyleczyć się z choroby cywilizacyjnej (cukrzycy, miażdżycy, osteoporozy, reumatoidalnego zapalenia stawów, Hashimoto, chorób serca, nadciśnienia tętniczego, stwardnienia rozsianego, nowotworu, chorób o podłożu alergicznym tj. łuszczyca, egzema) czy zgubić trwale zbędne kilogramy, należy odżywiać się mądrze. A powyżej przytoczone badania (jest takowych o wiele więcej) wyraźnie pokazują, jak powinno wyglądać to mądre odżywianie współczesnego człowieka. Z pewnością powinny znaleźć się w jego diecie rośliny, zaś produkty odzwierzęce mogą gościć w menu przy szczególnych okazjach albo powiedzmy 2 razy w tygodniu. I pomimo, że może to się wydawać komuś nierealne, to mnóstwo osób potwierdza, że w rzeczywistości nie wygląda to tak strasznie.

U wielu mężczyzn (choć również i u niektórych kobiet) jeszcze ciągle pokutuje przekonanie, że obiad bez mięsa, to nie obiad. Albo, że jakby przeszli na wegetarianizm, to chodziliby stale głodni i nie mieliby siły… Pytanie, czy kiedykolwiek spróbowali? Żeby wydawać opinie, trzeba najpierw doświadczyć, a to jedynie kwestia naszych wyborów, decyzji i determinacji. I jeśli te wybory poprzedzone są zebraniem rzetelnych informacji, dowodów i poczucia sensu, to już tylko pozostaje wcielić tę wiedzę w życie i czekać na wspaniałe rezultaty swoich poczynań. Swoją drogą polecam zapoznać się z biografiami sportowców, którzy będąc wegetarianami osiągali i osiągają niebywałe wyniki. I o ile nikt z nas nie musi być zaraz weganinem czy wegetarianinem, to warto zwyczajnie ograniczyć spożycie produktów odzwierzęcych. I samo to już powinno przełożyć się na lepszą jakość życia.

Mądrości i Zdrowia!

Autor: Ewelina Wieczorek

Psychodietetyk, pedagog i promotor zdrowia.
Nauczyciel zawodu w Technikum Żywienia i Usług Gastronomicznych w Zespole Szkół nr 6 w Szczecinku.
Od roku 2007 prowadzi firmę EpiCentrum Zdrowia.
Autorka licznych artykułów o tematyce prozdrowotnej.
Prywatnie mama trójki dzieci.