Kategorie
Blog

„Ile powinnam schudnąć?”Jedno z tych pytań, których nie lubię…

Wiele kobiet wczesną wiosną rozpoczyna swoją przygodę z odchudzaniem się. Niekiedy jest to ich pierwsza przygoda. Częściej jednak kolejna…

Z ust moich klientek niemal zawsze padają 2 pytania, pozornie tylko podobne do siebie. Pierwsze brzmi – ile mogę/ powinnam schudnąć w ciągu np. 2 miesięcy odżywiając się według pani zaleceń? I drugie – ile schudnę w ciągu 2 miesięcy odżywiając się według pani zaleceń? I o ile na pierwsze pytanie mogę bez problemu mojej klientce rzeczowo odpowiedzieć, bo stworzono różne teorie na ten temat, o tyle na drugie nie potrafię. Dlaczego?

Bo tego nikt nie wie. I nie może wiedzieć. Powiem więcej – nie ma prawa tego wiedzieć! Może tylko zakładać i to będą teoretyczne założenia. Tu nie mogą paść żadne obietnice, a jeśli padają, to ja osobiście uciekałabym daleko od takiego „specjalisty”. Chcę Ci pokazać, jak diametralnie różną kwestią jest to, ile można czy ile powinno się schudnąć, od tego, ile się schudnie. Pokażę Ci teraz pewną analogię między odchudzaniem się, a cyklem zmian pór roku.

Nie widzisz zmian w obrębie jednego dnia

Nie wiem jak Ty, ale ja corocznie w listopadzie, jestem zaskoczona tym, że nie ma już liści na drzewach, że jest szaro, trochę ponuro, ciemno i zimno. A przecież jeszcze niedawno było zielono, kolorowo, jasno i ciepło… I zawsze wydaje mi się, że przegapiłam ten okres przejściowy, kiedy to wszystko się zmieniało. Jednak po chwili uświadamiam sobie, że się mylę. Niczego nie przegapiłam! Wszystko obserwowałam, tylko, że natura tak sprytnie obmyśliła plan, by nas do pewnych rzeczy przyzwyczajać stopniowo. Pora roku nie zmienia się z dnia na dzień, bo gdyby tak było, nasze organizmy miałyby wielki kłopot z przystosowaniem się do różnic w klimacie, a nawet odmiennych widoków. Byłoby nam po prostu źle.

I zauważ teraz, że istnieje pewnego rodzaju analogia między zmianami w pogodzie i krajobrazie, a procesem tracenia masy ciała. Organizm nie chce, by człowiek zmienił swoje gabaryty w ciągu jednego dnia, czy tygodnia. To byłby dla niego wielki problem. Dlaczego? Jeśli np. serce jest otłuszczone, to pracuje ciężej. Wcale nie jest tak, że gdyby od jutra umożliwić mu zero otłuszczenia, zaczęłoby pracować super wydajnie. Miałoby problem z dostosowaniem się do zmiany w pracy.

To samo ze stawami. Jeśli ważymy za dużo, to mówi się powszechnie, że „siadają” nam stawy. I tak rzeczywiście jest. Jednak z upływem czasu, gdy tracimy na wadze, stawy zaczynają odpoczywać, mają bowiem mniej dźwigania. Gdyby od jutra nagle miały „nosić” o 25 kilogramów mniej, można byłoby się nabawić kontuzji, bo jeszcze wczoraj nosiły dużo więcej.

Dlatego tak ważny jest proces – proces tracenia zbędnej tkanki tłuszczowej. Optymalny, zdrowy, STOPNIOWY. Wtedy nie istnieje dla człowieka żadne niebezpieczeństwo.

Odżywiaj się, a nie odchudzaj

Mam zupełnie inne podejście do tematyki odchudzania, niż wielu moich znajomych po fachu. Otóż uważam (a w zasadzie nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości), że nie można odchudzać człowieka dając mu do ręki dietę na tydzień, dwa czy miesiąc zakładając, że schudnie.

To takie trochę leczenie objawowe, a nie usunięcie przyczyn nadwagi. W związku z czym choroba (nadwaga) na pewno powróci i to prawdopodobnie ze zdwojoną siłą. Organizm nie lubi bowiem wtłaczania choroby do środka poprzez praktyki tj. nadużywanie leków jakichkolwiek, silne maści, odchudzanie się poprzez niebezpieczne diety. Oczywiście, że człowiek schudnie te parę kilogramów, ale pozostaje ważne pytanie – co potem? No i co ze zdrowiem? Przecież odchudzanie się, to ma być proces, który się rozpoczął, trwa, a potem trzeba coś zrobić, aby te utracone kilogramy nie powróciły. I tu na ogół zaczyna się największy kłopot.

Jest jednak na to rada, a nawet kilka. Pierwsza jest taka, że zdrowo odżywiać się trzeba przede wszystkim CHCIEĆ. Jeśli ktoś nie zamierza zmienić swoich nawyków na stałe, to na pewno nie osiągnie rezultatu w postaci trwałego ubytku masy ciała z zachowaniem zdrowia i dobrego samopoczucia. A przecież o to powinno w tym wszystkim chodzić.

Po drugie, należy usunąć ze swojego umysłu myśl, że zastosuje się dietę na jakiś okres czasu. Zdrowe odżywianie nie może mieć końca. Ono musi towarzyszyć Tobie zawsze. I powinnaś mieć z tego radość, a to jest jak najbardziej możliwe. Kwestia dobrego planu żywieniowego, indywidualnego podejścia, wiedzy o tym, co jest prawdą, a co mitem, a potem rozsądnych działań.

I po trzecie, odżywiając się właściwie człowiek nigdy nie będzie ani gruby ani chudy, tylko taki, jaki powinien być. Każdy z nas ma określone geny i można powiedzieć „zapisane”, ile ma ważyć, przy jakiej masie ciała organizm będzie sprawnie funkcjonował. Nikt z nas nie ma zapisane, że ma ważyć 120 kilogramów, bo przy takiej masie ciała nie można funkcjonować prawidłowo. Nawet człowiek bardzo wysoki, który mierzy 2 metry, powinien ważyć nie więcej niż 100kg, bo przy większej masie ciała będzie mu już zbyt ciężko.

Oczywiście nie mówimy tutaj o siłaczach, którzy ćwiczą i zwiększają w sposób celowy swoją masę mięśniową. Oni rzeczywiście ważą więcej, ale to jest inny temat. Mówimy tu o przeciętnym Kowalskim, który chce być zdrowy i szczupły. 

Wróć do korzeni

Zatem moja rada jest taka, abyś nie traktowała odżywiania się tylko w kontekście odchudzania. Odżywianie się ma być właściwe, mądre, racjonalne i wtedy Twoja masa ciała też będzie „mądra, właściwa i racjonalna”, czyli taka, jaką organizm chciałby mieć. To takie logiczne, że prościej nie umiem tego wytłumaczyć. Jednak wielu ludziom jeszcze ciągle to tak jakoś dziwnie i mało przekonywająco brzmi. I ja zawsze wtedy mówię, że skoro mało przekonywająco, to proszę próbować dalej. Proszę eksperymentować, bo to Twoja decyzja. Jednak pamiętaj, że czas leci, organizm buntuje się, staje się coraz bardziej oporny na eksperymenty i w efekcie coraz trudniej go wyleczyć. Bo nadwaga to jest coś do wyleczenia. Jest jednak pewne, że da się to wyleczyć skutecznie, w bardzo prosty sposób. Jaki?

Trzeba jak najszybciej wrócić do korzeni – do natury, bo to, co oferuje nam dzisiejszy przemysł spożywczy, farmaceutyczny, kosmetyczny, a często i medycyna związana z leczeniem chorób przewlekłych, nie zawsze pozwala osiągnąć cel zdrowotny.

Apropo przemysłu kosmetycznego, przypomina mi się, gdy byłam jeszcze na studiach, że wchodząc do drogerii cieszyłam się, że mogę pooglądać kolorowe, błyszczące opakowania kosmetyków, kupić bądź chociaż podotykać świecące cienie do powiek oraz pomadki, jak również powąchać drogie perfumy… dziś jest zupełnie inaczej. Po wejściu do drogerii jestem trochę zasmucona tym widokiem. Nie mogę uwierzyć, że cała ściana wielkiego sklepu jest zastawiona samymi tylko kremami do twarzy, kolejna szamponami, następna kosmetykami do makijażu… I gdybym nie miała wcześniej wybranego już w głowie produktu, który chcę kupić, to nie wiem, czy byłabym w stanie zdecydować się na cokolwiek.

To nie zmierza w moim odczuciu w dobrym kierunku, bo tego wszystkiego jest zdecydowanie za dużo. A czy rozwiązuje to nasze problemy? Ułatwia nam życie i je upraszcza? Zapewnia zdrowie? Odpowiedz sobie sama.

Zachęcam Cię do przeczytania innych artykułów, które piszę na blogu, bo w każdym z nich staram się wyjaśniać poszczególne aspekty i dawać Tobie wskazówki dotyczące trwałego i zdrowego tracenia na wadze.
Przypominam również o możliwości indywidualnego wsparcia w odchudzaniu i/ lub zdrowieniu, o czym napisałam TUTAJ.

Mądrości i Zdrowia!

Autor: Ewelina Wieczorek

Psychodietetyk, pedagog i promotor zdrowia.
Nauczyciel zawodu w Technikum Żywienia i Usług Gastronomicznych w Zespole Szkół nr 6 w Szczecinku.
Od 13 lat prowadzi firmę EpiCentrum Zdrowia.
Autorka licznych artykułów o tematyce prozdrowotnej.
Prywatnie żona i mama trójki dzieci.